Dziś jest , imieniny obchodzą:

Z humorem o Belgach

Wielu Polaków podjęło świadomie decyzję o życiu na emigracji w Belgii. Niektórzy zdecydowali się mieszkać tu czasowo, aby się dorobić, a inni – na stałe. Ale i jedni, i drudzy siłą rzeczy obcują z mieszkańcami maleńkiej Belgii. Dziś chciałabym się skupić na rdzennych obywatelach tego państwa, których zachowanie czasami zaskakuje Polaków, choć pewnie Belgowie też niejednokrotnie są zdziwieni postawą obywateli kraju nad Wisłą. Jako że mieszkam we Flandrii, ale tuż przy granicy z Walonią, opisane poniżej sytuacje dotyczą Flamandów. 

 

Ulubione hobby: mycie samochodów, rozbijanie samochodów i koszenie trawy

Belgowie są zamożni i stać ich na to, aby myć auta w myjni, jednak mówiąc żartobliwie, mycie samochodów to ich sport narodowy. I wcale nie chcę być złośliwa czy uszczypliwa! Po prostu siedząc w salonie, siłą rzeczy widzę moich sąsiadów, rodowitych Belgów, którzy z miłością i namaszczeniem, regularnie, minimum dwa razy w tygodniu, myją swoje auta z wielką dokładnością. Gdy rytuał mycia i spłukiwania (co w ogóle nie jest ekologiczne!) wreszcie dobiega końca, zaczyna się żmudne wycieranie do sucha. Najpierw szyby, potem wycieraczki i w końcu cała karoseria, a potem wstawienie samochodu do garażu.

 

Drugą belgijską specjalnością jest bez wątpienia rozbijanie aut. Przekonuję się o tym każdego dnia, który zaczynam od wysłuchania porannych wiadomości w radiu. Dlaczego? Aby wiedzieć, co mnie czeka na drodze, których tras unikać, bo właśnie wydarzył się kolejny wypadek. Rozumiem, że każdy się spieszy, ale kiedy są idealne warunki do jazdy, sucha nawierzchnia, prosta droga i dobre autostrady aż dziw bierze ilość wypadków! Wytłumaczeniem są wykonywane bardzo często niebezpieczne manewry i to poczucie, że mając wysokiej klasy samochód, jest się świetnym kierowcą. Nic bardziej mylnego!

 

I wreszcie trzecia belgijska specjalność – koszenie trawy. To chyba silny wpływ holenderski i niemiecki, gdyż mieszkańcy tych krajów lubią idealnie przycięte trawniki i koszą trawę przynajmniej dwa razy w tygodniu. Wracam do domu po całym dniu pracy, po jeździe autostradą w godzinach szczytu i myślę o błogim odpoczynku. A tymczasem właśnie ok. 17:30 mój sąsiad, Belg na emeryturze, wyciąga kosiarkę i zaczyna przycinać trawę. Ryk silnika rozrywa mi głowę…W takich chwilach zastanawiam się, czy robi mi na złość. Nie przypominam sobie, abym mu sprawiła jakąś przykrość, ba, kilkakrotnie odbierałam jego przesyłki pocztowe. Zadaję sobie pytanie, dlaczego nie kosił tej trawy wcześniej, gdy ludzie byli w pracy, przecież miał na to cały długi dzień!

 

Przyjęcie po belgijsku

Mieszkając w Belgii, oczywistym jest fakt, że wcześniej czy później zostanie się zaproszonym na jakieś okolicznościowe przyjęcie. Mam już za sobą i takie doświadczenie. My, Polacy, słyniemy z gościnności i gdy organizujemy imprezę, odpowiednio się przygotowujemy na tę okoliczność, w myśl zasady: „Zastaw się, a postaw się”. Moim udziałem stało się uczestnictwo m.in. w 75 urodzinach. Z tej okazji na godz. 13:00 zaproszono 35 osób. Była to bez wątpienia godzina obiadowa, więc mieliśmy prawo myśleć, że dostaniemy lunch (choćby w formie szwedzkiego bufetu). Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, iż w ciągu dwóch godzin (bo tyle zdołaliśmy wytrzymać) zaserwowano jedynie w maleńkich naczyniach raz krewetkę królewską, a drugi raz – kilka maleńkich szarych krewetek z pomidorkiem koktajlowym. Żeby było śmieszniej, organizatorzy imprezy urodzinowej dla babci, zapraszając nas, podali numer konta do przelewu pieniędzy na poczet wycieczki luksusowym statkiem. Nic dodać, nic ująć. Być może gościom podano później jakieś większe zakąski. Tego nie wiem, ponieważ głód nas ściskał, więc wróciliśmy czym prędzej do domu i przypuściliśmy atak na własną lodówkę.

 

Kolejne doświadczenie – zaproszenie na imprezę w związku z powrotem z dalekiej egzotycznej podróży. Gospodarze zaprosili nas na 14:30, więc dla Belgów już bez wątpienia po obiedzie. Nauczeni doświadczeniem zjedliśmy w domu i pojechaliśmy słuchać opowieści o pobycie w Indiach i oglądać piękne zdjęcia. Zaproszonych zostało osiem osób. W ciągu trzygodzinnego spotkania zaserwowano po dwa kieliszki wina, po jednym kawałku ciasta i filiżance kawy. Gdy mój syn zapytał mnie dyskretnie, czy może się jeszcze poczęstować kawałkiem babki piaskowej, musiałam odmówić, bo dla pozostałych osób najzwyczajniej by brakło…

 

Wesela też wyglądają inaczej niż polskie, bynajmniej to jedno, na którym byłam. Z racji różnych obowiązków służbowych nie mogłam uczestniczyć w ceremonii podpisania aktu małżeństwa w urzędzie i przyjechałam dwie godziny spóźniona, wprost do restauracji. Była godz. 16:00. Dostałam kieliszek szampana i nic więcej, ponieważ przekąski już się skończyły. Goście spacerowali po restauracyjnym ogrodzie aż do godz. 19:00, a więc w sumie sześć godzin zanim zaczął się właściwy poczęstunek – tym razem był rzeczywiście bardzo duży wybór wykwintnych dań. Jedzenie trwało do północy i dopiero potem zaczęły się tańce przy muzyce z płyt. Co kraj, to obyczaj…

 

No i cudowne zaskoczenie … Już dość dawno temu zostałam zaproszona na ślub cywilny (jako że uroczystość weselna odbędzie się nieco później w Polsce) Polki i Belga-Flamanda. Jakież wielkie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że sposób zorganizowania uroczystości przerósł moje najśmielsze oczekiwania! Kameralne przyjęcie odbyło się w pięknej willi. Do obsługi gości wynajęto kucharzy i kelnerów. Małe zakąski, niezwykle smaczne i wymyślne kulinarnie, serwowano co chwilę w rozległym ogrodzie. Dopisywał nie tylko humor, co jest normalne w takich okolicznościach, ale i piękna pogoda. Potem zaproszono wszystkich do jadalni, która oszołomiła sposobem nakrycia i zastawą. Przemowy, pierwszy toast 100-letnim porto, przepyszne jedzenie i śpiewane na zmianę piosenki polskie i belgijskie wprowadziły radosną atmosferę. Po południu wszyscy przenieśli się do ogrodu, gdzie na gości czekał basen z podgrzewaną do 29° wodą. Kto chciał, zażywał ożywczej kąpieli i mógł degustować desery wprost z basenu. Na kończących relaks czekały piękne białe, niczym w hotelu ręczniki kąpielowe. Wszystko wyglądało jak z amerykańskiego filmu, którego akcja rozgrywa się w słonecznej Kalifornii. Okazało się, że ile ludzi, tyle zwyczajów, i tym razem belgijska gościnność niczym nie ustępowała polskiej, a organizatorzy zadbali o każdy szczegół i zorganizowali przyjęcie na najwyższym poziomie.

 

Trzech specjalistów do podłączenia zmywarki

O tym, że polscy fachowcy mają dobrą renomę, wiemy nie od dziś. Doświadczenia dnia codziennego są tego najlepszym przykładem. Otóż niedawno wymieniałam zmywarkę. Kupiłam ją w jednym z popularnych sklepów oferujących sprzęt gospodarstwa domowego. Byłam mile zaskoczona, ponieważ transport i montaż były wliczone w cenę. Moja radość nie trwała jednak długo. Gdy specjalista przyjechał, aby zamontować zmywarkę, orzekł, że należy wezwać dodatkowo hydraulika i elektryka. Wdałam się w dyskusję, ponieważ wszystkie podłączenia były przygotowane i poprzednia zmywarka idealnie działała do momentu, kiedy zaczęła przeciekać. Niestety, rzekomy specjalista nie dał się przekonać. Tak więc nie pozostało mi nic innego, jak zadzwonić po polskiego fachowca. Przyjechał następnego dnia i sam jeden podłączył zmywarkę. I nie był mu do tego potrzebny ani elektryk, ani hydraulik …

 

Styl ubioru

My, Polacy, przywiązujemy wielką wagę do wyglądu. Z tego też powodu często słyszy się określenie „piękne Polki”. Nic dziwnego, bo choć często dysponują one znacznie mniejszym budżetem niż Belgijki, są naprawdę zadbane. Składają się na to: ładnie ułożona fryzura, makijaż, starannie pomalowane paznokcie i zawsze uprasowane ubranie. Wyjście na imprezę, do klubu czy na oficjalną uroczystość jest równoznaczne z jeszcze większą niż zazwyczaj dbałością o każdy szczegół. Dlatego pewnie tak szokujący dla Polaków jest wygląd wielu Belgów, którzy często piastują wysokie stanowiska, ale nie przywiązują zbytniej wagi do tego, jak się prezentują. Oczywiście, są wyjątki. Na ogół jednak panie pokazują się otoczeniu zupełnie naturalne, być może w drogich, ale nieuprasowanych ubraniach, przez co wyglądają na zaniedbane. W tym miejscu, abym nie była posądzona o subiektywizm lub zwykłą damską zazdrość – powołuję się na opinie kilku znanych mi Belgów, którzy sami stwierdzili, że ich rodaczki zbytnią urodą nie grzeszą i dlatego coraz częściej panowie szukają partnerek wśród innych narodowości. Niewątpliwie jednak Polacy powinni nauczyć się od Belgów, aby nie oceniać ludzi po wyglądzie. Cóż, nam jednak wciąż bliższe zdaje się być powiedzenie: „Jak cię widzą, tak cię piszą”.

 

Mam nadzieję, że nikt nie poczuł się urażony moim tekstem. Zapewne nie wszyscy mieszkańcy Belgii tacy właśnie są, a wielu z nich przypada nam do gustu, czego najlepszym dowodem jest fakt, iż moim partnerem jest nie kto inny, tylko właśnie… rodowity Belg. A ponieważ śmiech to zdrowie, więc śmiejmy się nie tylko z innych, ale też z siebie.

 

 

Polecamy

Pracuje na pełen etat, jest przedstawicielką związków zawodowych, aktywnie działa w szeregach partii CDH. Drobna blondynka, której pasją jest bycie fit. Od kilku miesięcy prowadzi bezpłatne zajęcia fitness, opracowuje indywidualne plany treningowe i wspiera zupełnie sobie obce dziewczyny, które zapragnęły zmienić coś w swoim życiu. O determinacji, cierpliwości i wierze w drugiego człowieka rozmawiamy z Izabelą Sobolewską – dziewczyną, która nie może usiedzieć w miejscu.

Każdy z nas ma taki okres, kiedy zaczyna się wiercić. Coś mu przeszkadza, coś zaczyna uwierać, coś gniecie. Dochodzimy do wniosku, że warto byłoby coś zmienić. Większość z nas duma nad tym kilka miesięcy i na koniec grudnia stwierdza, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, po tym jak już wyleczymy sylwestrowego kaca, wszystko się zmieni.

Z morza wrócił sąsiad; facet jest marynarzem i czasem jak zniknie, to miesiąc albo dwa go nie widać. Wyszedł do ogrodu, ja do swojego, przywitaliśmy się. – Już się bałem, panie sąsiedzie, bo telewizja mówi, że Polaków gdzieś tam w Nigerii porwali i wciąż trzymają – mówię.

Zbliżający się wielkimi krokami karnawał w Belgii to świetna okazja do wspomnień sprzed trzech lat. Każdy, kto mieszka w kraju króla Filipa i królowej Matyldy zapewne słyszał, a może i brał udział w tego typu zabawach, których nieodłącznym elementem są różnorakie stroje i przebrania, często mieniące się złotem i ozdobione piórami. Wprawdzie nie mogą się one równać z pięknem weneckich kostiumów czy tych z Rio de Janeiro, ale i tak gwarantują świetną zabawę.

Wydana miesiąc temu książka „Ugly Belgian houses”, „Brzydkie belgijskie domy” zdążyła narobić już sporo szumu. Jej autor, 33-letni Hannes Coudenys przyznaje, że prócz akceptacji spotkał się też ze słowami dezaprobaty dla swojej pracy.

Na ścianie wisi kalendarz, na nadgarstku zegarek, telefon pokazuje, która godzina, nawet mikrofalówka w kuchni świeci zielonymi godzinami – czas płynie, ale tak naprawdę wcale tego nie czuję.

Kamil ma 11 lat. Wychował się częściowo w Polsce, częściowo w Belgii.

Wiadomość o zamachu na lotnisku Zaventem dociera do mnie przed 9.00 w sklepie. Przeraża mnie, zwłaszcza, że dwa dni później mam lecieć do Polski na święta. W pośpiechu wracam do domu, żeby dowiedzieć się czegoś więcej z telewizji. Makabra.

Ryanair to tanie linie lotnicze, które obsługują 200 lotnisk w 32 krajach Europy. Przewoźnik ten posiada 84 bazy i obsługuje w sumie 1800 tras. W Polsce, ma on już ponad 30 procentowy udziału w rynku. Drugie miejsce zajmują wspólnie Wizz Air i PLL LOT.

Czas Świąt, czas wyciszenia, zastanowienia i rodzinnych spotkań przy świątecznym obiedzie. Kolejny przystanek na drodze w poszukiwaniu życiowych smaków.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Miss Fitness
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 04
  • Krakus
  • Mini galeria 03
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Gimnazjalistów
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Ani Mru Mru
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2012

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices