Dziś jest , imieniny obchodzą:

Wszystko ma swoją kolej, miejsce i czas

Nie lękam się śmierci. Bo gdy ona przyjdzie, ja odejdę. Chcę napisać o mojej chorobie, o upokorzeniach, cierpieniu, braku zrozumienia, a także o ludzkiej postawie. Mam na imię Anna, jestem w kwiecie wieku, na obczyźnie od 16 lat. Z natury jestem bardzo wesołą osobą, mój uśmiech to moja dewiza i oficjalny przyjaciel w walce z rakiem!!!

 

Maj 2016 21.05.2016

Po raz kolejny budzę się niewyspana, co jest spowodowane silnym bólem stawów. Jestem niespokojna. Zastanawiam się skąd te bóle... co mi znowu jest? Przez głowę przechodzi mi myśl: „Może warto iść do lekarza?” Ale mija kolejny dzień: dom, praca, terminy, wykłady i jak zwykle brakuje mi czasu na wizytę u lekarza, a o zrobieniu badań już nie wspomnę. Z myślą, że „samo przyszło, samo przejdzie”, kładę się do łóżka.

 

23.05.2016

Dziś czuję się fatalnie, od rana byłam już w aptece po leki przeciwbólowe ibu 800, i do przodu. W tym miesiącu mam bardzo ważny wyjazd do Hongkongu – rozmowa z moimi inwestorami, od których dużo zależy w mojej firmie, jadę tam ze wspólnikiem, który widząc ostatnie dni mojej pracy wciąż się dopytuje, czy aby na pewno w moim stanie mogę latać. Przesadza stanowczo! Ja?! Osoba pracująca 16 godzin na dobę – pewnie, że dam radę.
Czerwiec 2016
Z dnia na dzień czuję się gorzej, dziś te zawroty głowy i omdlenia. Nie będę jeszcze informować moich bliskich, po co mają się martwić na zapas.

 

15.06.2016

Leki działają, czuję się lepiej, postanowiłam, że wyjadę na krótki wypad z mamą do Zakopanego; już tak dawno nie byłyśmy nigdzie razem. Bawimy się świetnie. Żałuję, że wcześniej nie miałyśmy okazji na wyjazdy – ale praca i studia pochłaniają cały mój czas i zawsze go brak na rodzinne spotkania i wyjazdy.

 

20.06.2016

Dziś wstałam niewyspana i w złej kondycji. Ból nie dawał mi spać, a do tego wymioty, chyba zjadłam wczoraj coś nieświeżego.

 

Godzina 12:30

Ból jest nie do wytrzymania i te ciągłe zawroty głowy. No cóż, umówiłam się z mamą na Weddingu, a więc muszę przemierzyć całe miasto. Ona mnie dziś bardzo potrzebuje, nie mogę jej zawieść, a więc ruszam. Godzina 16.10. Budzę się w karetce, ponoć straciłam przytomność na ulicy, niedaleko szpitala, w którym odbywałam praktyki podczas moich studiów medycznych. Położono mnie na łóżko i czekam na lekarza. Nie cierpię tego szpitala, znam go już na wylot, to tu pierwszy raz byłam operowana, jak usuwano mi jajniki i pozbawiono mnie możliwości macierzyństwa. To też tu miałam praktyki medyczne podczas studiów, i tu 2 lata temu przeszczepiano mi szpik. Czułam to na karku; przyszło czterech lekarzy – to nigdy dobrze nie wróży – oznacza to konsultacje pomiędzy lekarzami. Twarze mi dobrze znane, i pomiędzy nimi szef onkologii. W myślach stwierdziłam: „No to teraz będzie ubaw”. Zaczęła się karuzela badań. – „Standard, pani Aniu, zrobimy kompleksowe badanie krwi” – usłyszałam od pielęgniarki, która krzątała się po moim pokoju. Tak bardzo zmęczona, robię się śpiąca …

 

Godzina 7:00

Rano obudził mnie sztab ludzi wchodzących do mojego pokoju. Lekarz prowadzący zaczyna od słów: „Pani Aniu, mamy złą wiadomość, podejrzewamy u pani białaczkę limfocytową /CLL/. To najczęstsza postać nowotworu krwi u dorosłych. Są dwie opcje: albo latami choruje się i żyje normalnie, albo choroba przebiega agresywnie i pomimo leczenia, na które jest odporna, prowadzi do śmierci. Bez paniki, musimy wykonać jeszcze szereg badań, aby być pewni”. Już wiem, że mam białaczkę, moja rodzina też o tym wie, choć nie bardzo umie sobie radzić z tą wiadomością.
Dookoła mnie zawsze było dużo osób. Zawsze widzieli mnie perfekcyjnie umalowaną, uśmiechniętą, gotową do każdych poświęceń. Nie było rzeczy, których bym się nie podjęła. Zawsze starałam się pomóc, często zapominając o sobie i moich najbliższych. Po tej nagłej wiadomości mój świat legł w gruzach, byłam zmuszona do zamknięcia mojego długoletnio prowadzonego biura, gdzie pomagałam rodakom, którzy mieli problemy w odnalezieniu się w zagranicznej codzienności. Kancelaria adwokacka, z którą współpracowałam, podziękowała mi za pomoc, ponieważ nie byłam już niezniszczalnym robotem. Postanowiłam walczyć! Nie, nie dla kogoś! Pierwszy raz w życiu dla siebie! Och, dziś będzie piękny dzień! – gdy wstając rano widziałam słoneczko za oknem, byłam pełna optymizmu.
W mojej głowie planowałam swoje urodziny, wiedząc, że moje miesiące są policzone, chciałam spędzić te urodziny tak, jak jeszcze nigdy w życiu, z osobami totalnie mi obcymi, a jednak jedynymi, które są ze mną w tych chwilach. Zaczynając moją przygodę z chorobą byłam osobą dużo pracującą, bywającą w ciągłych rozjazdach, otaczającą się gronem prawników, lekarzy, osób liczących się w moim świecie. Przez pryzmat czasu zauważam, jak mały był mój świat, zagubiłam w życiu rzeczy najbardziej istotne. Moimi przyjaciółmi stali się moi klienci, osoby, których też los w życiu pokarał, kiedyś to ja dawałam im światełko w tunelu, teraz oni są przy mnie, gdy jest źle. Z osób, które kiedyś nazywali się moimi przyjaciółmi, nie pozostał nikt, moi wspólnicy już zapomnieli o mnie, a mój były partner – no cóż, poszedł swoją drogą. Zdaję sobie sprawę, że z silnej, zadbanej kobiety niewiele pozostało, siły opadają z dnia na dzień, ale przecież to nie wygląd czyni człowieka, tylko charakter i serce. Moje przeznaczenie już znam, każda minuta jest dla mnie strasznie cenna, staram się nie tracić czasu, który mi pozostał, bo jest go niewiele. Teraz już nie mogę nic zrobić, czasu nie cofnę, ale może dzięki moim słowom pomyślicie o spędzaniu czasu z bliskimi?! O wspólnych posiłkach, rozmowach, wyjazdach… A najważniejsze: pamiętajcie o profilaktyce. Choroba nowotworowa jest bardzo groźnym i coraz większym problemem naszego społeczeństwa. Jednak niewielka ilość ludzi zdaje sobie sprawę z tego, jak jest. Czas to zmienić. Pomyślicie o profilaktyce; każdy lekarz domowy jest zobowiązany odpowiedzieć na wasze pytania. Znajdźcie czas na badania, nie lekceważcie złego samopoczucia, ciągłego zmęczenia, przyczyny mogą być różne.

Anna Udeh

Polecamy

Belgijskie przepisy ustawodawcze określające prawa i obowiązki pracowników i pracodawców w zakresie płatnych urlopów i dni wolnych od pracy liczą ponad 200 stron.

Tegoroczne lato zafundowało nam prawdziwie królewską kąpiel słoneczną. Niemal w całej Europie termometry wskazywały bardzo wysokie temperatury. Wakacje się skończyły i wydaje mi się, że każdy bez wyjątków został usatysfakcjonowany słoneczną pogodą.

Sekta – zgodnie z definicją podaną w „Słowniku języka polskiego” – to odłam wyznaniowy jakiejś religii bądź grupa ludzi skupiona wokół przywódcy, mająca własną religię. W świetle polskiego prawa słowo „sekta” nie funkcjonuje.

Już za kilka tygodni święta Bożego Narodzenia, a jeszcze wcześniej Mikołajki. Na pocztę dostaję coraz więcej zapytań odnośnie tego, jaki aparat wybrać, czym się kierować, czy kupić używany aparat, czy nowy w sklepie.

Mieszkając na co dzień w Belgii, warto choć w wielkim skrócie znać historię tego kraju, aby zrozumieć mentalność jego mieszkańców i uznawany przez niektórych za dziwaczny podział na trzy strefy językowe (flamandzką, francuską i niemiecką).

 

Połowa wakacji za nami. W trakcie urlopu wykonaliśmy już setki zdjęć, aby nie powiedzieć, że nawet tysiące. Co przypomina mi o jednej z moich kursantek, która na wyjeździe plenerowym zrobiła ponad 1000 zdjęć w jeden dzień. Ważnym elementem fotografowania jest też selekcja zrobionych zdjęć. Po powrocie z fotograficznej wyprawy trzeba wybrać najciekawsze zdjęcia oraz skasować te, które są podobne lub mniej udane.

Zbliżający się wielkimi krokami Dzień Kobiet, o którym – mam nadzieję przynajmniej polscy mężczyźni nie zapomną! – jest wyśmienitą okazją do rozważań nad starym porzekadłem, że to nie suknia zdobi człowieka, a człowiek suknię.

 

Tak jak pisaliśmy w czerwcowym numerze, FC Polonia Bruksela zajęła trzecie miejsce w swoim pierwszym sezonie w Belgijskim Związku Piłki Nożnej (4 liga okręgowa, przyp. red.).

 

Od kilku lat mieszkam w Belgii i muszę się przyznać, że miałam zdecydowanie więcej czasu na zwiedzanie, kiedy przyjeżdżałam tu jako turystka. Dzięki temu poznałam liczne muzea i ciekawe miejsca w Brukseli, Brugii czy Gandawie.

Pewna wokalistka powiedziała mi kiedyś, że na ogół piosenka o miłości brzmi bardziej autentycznie kiedy śpiewa ją dedykując ją sobie. Czy to dlatego, że wkłada w jej wykonanie więcej emocji? Czy może trudniej nam powiedzieć „kocham” sobie, niż komuś innemu?

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Miss Fitness
  • Ani Mru Mru
  • Dzień Dziecka 2012
  • Krakus
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 04
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Mini galeria 03
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Bal Gimnazjalistów
  • Majówka Comblain La Tour 2010

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices