Dziś jest , imieniny obchodzą:

„Les bandits polonais”

Granica polsko-niemiecka. Na przejście graniczne w Zbąszyniu zostaje doprowadzony młody mężczyzna, lat około trzydziestu, średniego wzrostu. Jest skuty kajdankami i towarzyszy mu umundurowany Niemiec.

– Wysiedleniec z Belgii. – zwraca się niemiecki pogranicznik do swojego polskiego odpowiednika i podaje jego papiery. Ściąga mu z rąk kajdanki, po czym wraca na swój posterunek.
Polacy już bez „bransoletek” prowadzą go do strażnicy. Tam przeglądają uważnie jego dokumenty. Ów osobnik nazywa się Wolf Beller, jest wysiedlony przez władze belgijskie po odbyciu kary więzienia.
– A to ci ptaszek. – mówi jeden ze strażników granicznych przyglądając się Bellerowi.
– Może i nasi go szukają? – pyta drugi z nich i postanawia zajrzeć do kartoteki osób poszukiwanych listem gończym. Po chwili z tryumfem woła: – Jest! – i dodaje – Wolf Beller, ur. 1900 roku w Grodzisku pow. Łańcut, zamieszkały ostatnio w Przemyślu, poszukiwany przez sąd okręgowy w tymże Przemyślu.

 

Kim był Beller i co przeskrobał, że trafił z więzienia do więzienia?

Urodził się, tak jak mówią akta, w 1900 roku w Grodzisku. Był synem tamtejszego arendarza. Już jako mały chłopiec odznaczał się sprytem, był pojętny i interesował go handel, co bardzo podobało się jego ojcu. Ale tym razem daleko padło jabłko od jabłoni i mały Wolf nie chciał się uczyć, wagarował, grał w karty i dość wcześnie zaczął interesować się światem przestępczym. Mija parę lat i z chłopca wyrasta przystojny młodzieniec, który robi pokątne interesy i ugania się za kobietami. Po jakimś czasie poznaje młodą dziewczynę, niejaką Frydę Brodt i wbrew woli ojca postanawia się z nią ożenić. Też tak czyni. Młodzi wyjeżdżają do Przemyśla gdzie zakładają sklep kolonialny. Interes prosperuje nieźle. Jednym z artykułów, którym handlują jest cukier. Towar jest jednak bardzo drogi. „Cukier krzepi, ale fabrykantów” – jak mówił Wolf Beller parafrazując hasło reklamowe Melchiora Wańkowicza. Powtarzał to tak skutecznie, aż wpadł na pomysł, że trzeba dać konsumentowi coś równie słodkiego, ale tańszego. I tak Wolf Beller postanowił handlować sacharyną, tym samym wchodząc w poważny konflikt z prawem. W myśl ustawy karno skarbowej z 2 sierpnia 1926 roku słodzik został wyjęty spod prawa. Nielegalne było wszystko, co z nim związane: „wyrób, sprzedaż i używanie sztucznych substancji słodkich”. Powód był prosty. Skarb państwa zarabiał krocie na cukrze, gdyż cukier był obłożony gigantyczną akcyzą. Nielegalne wwożenie do Polski sacharyny groziło śmiertelnym zatruciem ołowiem, wystrzeliwanym z dużą prędkością. Jednak kto nie bał się podjąć ryzyka, mógł szybko zostać bogatym człowiekiem. W czasach prohibicji, kiedy Amerykanie kombinowali, skąd wziąć alkohol, u nas powstawały gangi przemytników sacharyny.

W tym celu Wolf Beller wyjechał do Katowic i tam poznał przemytników sacharyny, z którymi robił lukratywne interesy.
Tymczasem, nadarza się nowy świetny biznes. Oto do sklepu Bellera przychodzi jakiś nieznajomy mężczyzna i proponuje mu nabycie większej partii towarów kolonialnych po bajecznie niskich cenach. 
Towar jest tak tani, że może pochodzić tylko z kradzieży. Beller jednak nie zastanawia się długo i kupuje całą partię. Po kilku dniach dochodzi do kolejnej transakcji, tym razem towar nie jest z jego branży, ale i ten bierze i odsprzedaje go z dużym zyskiem. Beller staje się paserem. Jednak po jakimś czasie policja wpada na jego trop. Przeprowadzone rewizje nie dają żadnego rezultatu, gdyż Beller cały towar sprzedaje od razu, nie czekając na lepszą okazję i nie magazynuje go. Czasem sprzedawał go przed kradzieżą i zadowalał się tylko prowizją za pośrednictwo.

Tak żyje do końca 1928 roku. Nagle grunt zaczyna palić mu się pod nogami.W Przemyślu, pewnemu kupcowi, niejakiemu Feldowi skradziono większą partię skór. Odbiorcą tego towaru był Beller, ale jego potencjalny klient wycofał się z transakcji i Beller chwilowo został z towarem sam. Wpada na, jak mu się wydaje, genialny plan. Postanawia sprzedać towar z dużym zyskiem samemu poszkodowanemu.

O tym interesie dowiaduje się Policja, aresztują Bellera, a sąd okręgowy w Przemyślu skazuje go na szesnaście miesięcy więzienia. Beller składa apelację i za kaucją zostaje wypuszczony z więzienia, aż do czasu kolejnej rozprawy. Opuściwszy mury więzienia, Beller wyprzedaje cały swój towar jaki miał w sklepie. Czas naglił więc cena była dobra, zresztą towar ten był wzięty na kredyt, którego Beller nie miał zamiaru spłacić. Z tak zgromadzoną gotówką, nie pożegnawszy się nawet z najbliższymi przyjaciółmi, Beller opuszcza Przemyśl. Towarzyszy mu jego małżonka i godna wspólniczka, pani Fryda, primo voto Brodt. Przekraczają zieloną granicę i przez Niemcy jadą do Belgii. Tam zamierzają rozpocząć nowe życie.
Państwo Bellerowie aklimatyzują się w Antwerpii bardzo szybko. Wchodzą łatwo w kontakt ze światem podziemnym, którego nie brakuje w portowym mieście. Początkowo znowu zajmują się paserstwem handlując kradzionymi rzeczami, a po uzbieraniu odpowiedniej sumy zakładają sklep towarów kolonialnych. Beller szybko orientuje się, że sacharyna jest w Belgii tak samo poszukiwana jak w Polsce. Zaczyna szukać źródeł zakupu i w tym celu wyjeżdża do Berlina. Tam Beller dowiaduje się doprawdy zadziwiających rzeczy. Oto sacharynę w Niemczech nie trzeba wcale kupować u pokątnych handlarzy. Rząd niemiecki chętnie sprzedaje sacharynę przemytnikom, którzy chcą ją wywieźć do sąsiednich krajów. Tym samym rząd niemiecki chętnie przyczyniał się do zniszczenia przemysłu cukrowego swych sąsiadów. Beller kupuje całą masę sacharyny i dostaje nawet coś w rodzaju listu żelaznego, który umożliwiał mu swobodne poruszanie się po całej Rzeszy oraz dowolne przekraczanie granicy. Beller powraca z zadowoleniem do Antwerpii. Znów zrobił dobry interes. Przemyconą sacharynę sprzedaje bardzo szybko, wkrótce przywozi kolejną porcję i kolejną. Te częste podróże do Niemiec zaczynają interesować policję, która poczyna go śledzić i po kilkunastu dniach małżeństwo Bellerów znów ląduje w więzieniu. Tym razem Wolf zapoznaje się z kuchnią penitencjarną Antwerpii.

Tymczasem drogą dyplomatyczną nadchodzi do Belgii żądanie ekstradycji Bellera do Polski. Jednak władze belgijskie odmawiają ekstradycji, nie w ogóle, ale na razie, gdyż mają z nim własne porachunki. Po dwóch miesiącach od aresztowania polskich obywateli, wielka sala rozpraw sądu okręgowego w Antwerpii nie może pomieścić tłumów, które przyszły do sądu by przysłuchiwać się procesowi. Na ławie oskarżonych zasaidają bowiem „les bandits polonais”, jak ich nazywa prasa. Rozprawa trwa kilka godzin. Obfituje w szereg sensacyjnych momentów. Prokurator gromi oskarżonych, twierdzi, że nadużyli prawa gościnności i żąda dla nich surowej kary. Obrońca stara się umniejszyć winę oskarżonych. Przewodniczący trybunału po naradzie ogłasza wyrok sądu: Wolf Beller – dwa lata więzienia.

Fryda Beller – dwa i pół roku więzienia. Ponadto oboje po odsiedzeniu kary mają być wysiedleni z granic Królestwa Belgii. Beller wie, że ekstradycja pachnie powrotem do Przemyśla, kolejnym procesem i odsiadką.

Po spędzeniu dwóch lat w belgijskim więzieniu Wolf Beller został deportowany do Polski. Po trzech dniach podróży w asyście, najpierw policji belgijskiej, później niemieckiej, a na końcu polskiej trafił do przemyskiego więzienia. Tu jak mógł się przekonać od jego ostatniej bytności nic się nie zmieniło. Witały go te same twarze dozorców i ci sami złodzieje.

Polecamy

Kradzieże telefonów komórkowych (w szczególności smartfonów) są w obecnych czasach na porządku dziennym. Małe i bardzo często drogie urządzenia są idealnym celem dla przestępców, którzy sprzedają kradzione urządzenia.

 

Obudziłem się w środku nocy, cały zlany potem, a me serce waliło jak oszalałe. W pierwszym momencie nie byłem pewien, czy ze snu wyrwał mnie jeden z kolejnych koszmarów, które ostatnimi czasy nawiedzały mnie praktycznie co noc, czy też coś innego.

W roku 1989 Francis Fukuyama stwierdził, że w zasadzie historia już się skończyła. Upadł bowiem ZSRR i od teraz, na gwizdek, świat zaczął się ujednolicać i samoulepszać na świetlanej drodze ku doskonałości.

Jeszcze tylko chwila, jeszcze kilka dni i zaczną się wakacje. U mnie, w tym roku trochę inaczej, trochę na raty. Nasz syn kończy pierwszą klasę szkoły średniej, a córka jest w podstawówce, więc jego wakacje zaczynają się wcześniej.

Jednym z symboli, które nierozerwalnie kojarzą się z kwietniem, jest prima aprilis. Dzień żartów, kawałów, dozwolonego kłamstwa obchodzony był już w średniowieczu i prawdopodobnie nawiązuje do starorzymskich praktyk.

Paryski cmentarz Montmartre i rodzinny, niepozorny grobowiec z wyrytym napisem: Famille Ad Sax. Wewnątrz - doczesne szczątki geniusza z Belgii, który jednak umarł w nędzy. A przecież pozostawił po sobie przedmiot kultowy, rzecz czarodziejską - saksofon.

 

Zbliżający się wielkimi krokami karnawał w Belgii to świetna okazja do wspomnień sprzed trzech lat. Każdy, kto mieszka w kraju króla Filipa i królowej Matyldy zapewne słyszał, a może i brał udział w tego typu zabawach, których nieodłącznym elementem są różnorakie stroje i przebrania, często mieniące się złotem i ozdobione piórami. Wprawdzie nie mogą się one równać z pięknem weneckich kostiumów czy tych z Rio de Janeiro, ale i tak gwarantują świetną zabawę.

Mediolan, będący stolicą włoskiej Lombardii, odwiedziłam nie po raz pierwszy. Wiele lat temu spędziłam tam bowiem kilka dni. Ten ostatni pobyt był więc dla mnie tylko przypomnieniem (trochę tak jak szczepionka przeciwko tężcowi).

 

Lipiec to czas festiwali muzycznych, a na wielu z nich obok nazwy wydarzenia widnieje rozjuszony byk. To czas gdy piwo Jupiler przenosi się z barów w plener.

 

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Gimnazjalistów
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 03
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 04
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Ani Mru Mru
  • Krakus

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices