Dziś jest , imieniny obchodzą:

Do Niemiec po buty

Pewnie tylko nieliczni z naszych czytelników przypomną sobie jeszcze czasy PRL-u, znane większości z Państwa wyłącznie z lekcji historii. Ja należę do tego troszkę starszego pokolenia. Jak sama zwykłam mówić: jestem już za stara na macierzyństwo, za młoda zaś, żeby niańczyć wnuki. To taka uwaga, aby mogli mnie Państwo usytuować na linii czasu, nie zdradzając mojego dokładnego wieku.

 

Ale przejdźmy do rzeczy. Z własnego dzieciństwa mam wyjątkowo mało wspomnień. To, co zostało mi w pamięci to nieuchronny rytuał przypadający na jesienny sezon, czyli wyjazd do ówczesnego DDR’u po kamasze. Nie pamiętam dokładnie, czym było to spowodowane. Być może słabym zaopatrzeniem polskich sklepów, cenami atrakcyjniejszymi u sąsiadów czy może przysłowiową niemiecką jakością. Faktem jest, iż co roku, przed nadejściem zimy wyjeżdżałyśmy z mamą do Zgorzelca po kozaczki.

Nie byłyśmy jednak jedynymi Polkami, które wybierały się w takowe peregrynacje. Nasi rodacy oblegali tak silnie placówki obuwnicze w Görlitz, że w pewnym momencie lokalne władze zabroniły nie tyle zakupu, co przewozu nowych butów przez polską granicę. Na to też jednak znalazł się sposób. Wyjeżdżając z kraju, zakładało się sporo podniszczone buciki, które po zakupie nowych wyrzucało się do kosza na śmieci, jak najdalej od przejścia granicznego. Te nowiutkie zaś, zakładało się na nogi, najlepiej po uprzednim przybrudzeniu, żeby „zmylić przeciwnika”, czyli nie budzić zbytniej ciekawości i tak bardzo skrupulatnych celników.

Ta dosyć zabawna i powtarzająca się rokrocznie sytuacja przypomniała mi się gdy przyjaciel – Belg, zaproponował mi wyjazd po buty do Niemiec. Jakiś czas temu bowiem, będąc w podróży służbowej, natknął się on na miasteczko słynne prawdopodobnie w całym kraju z olbrzymiej ilości równie olbrzymich outletów proponujących szeroki wybór obuwia „made in Germany”.

I choć bez większego przekonania – pokaźny dystans (około 400 km w jedną stronę) ochłodził nieco mój zapal – wybraliśmy się do Hauenstein’u położonego w Nadrenii-Palatynacie. Miasteczko to, liczące około 4000 mieszkańców, może się poszczycić nie tylko muzeum obuwnictwa, ale też przynajmniej 17 sklepami (na taką liczbę natknęłam się na stronie internetowej). Są to najczęściej placówki fabryczne reprezentujące znane marki. Trafilismy również na sklep rodziny Merkel (nie wiem czy ma jakieś powiazania ze słynną Angelą), na którego zapleczu produkuje się buty „na własnych oczach”. Cechuje się on jakością z „wyższej półki” jak i proporcjonalnymi doń cenami.
Można by powiedzieć, iż każdy tam znajdzie parę na własne stopy i na własną kieszeń. Być może każdy oprócz mnie, gdyż posiadając w domu pokaźną kolekcję obuwia gromadzonego najczęściej podczas posezonowych wyprzedaży, nastawiłam się na konkretną markę i precyzyjny model, którego nie udało mi się znaleźć. Ciutkę zawiedziona rezultatem poszukiwań, zadowoliłam się parą solidnych półbutów, które z pewnością będą mi służyły przez lata, zanim powtórnie wybiorę się na polowanie na niemiecką jakość.

Polecamy

Drodzy Czytelnicy! Kolejny rok nam minął „jak z bicza trzasł”. Ani się człowiek nie zdążył obejrzeć, a tu, proszę Państwa, Boże Narodzenie tuż-tuż.

 

Któż z nas chociaż raz w życiu nie korzystał z gotowych kalkulatorów kredytów na stronach internetowych. Sprawa wygląda gorzej, jeśli chcemy np.

W dniach 15 i 16 kwietnia Szkolny Punkt Konsultacyjny im. Jana Pawła II przy Ambasadzie RP w Brukseli, z siedzibą przy Polskiej Misji Katolickiej, odwiedziła autorka powieści fantasty „Wojna w Jangblizji” i bajek „Niespodziewane spotkania Kwaska” – pani Agnieszka Steur.

Świąteczne targi są jednym z moich ulubionych tematów. Jak najbardziej „na czasie” pachnące choinką i cynamonem, zapowiadają nadejście Bożego Narodzenia.

Na ścianie wisi kalendarz, na nadgarstku zegarek, telefon pokazuje, która godzina, nawet mikrofalówka w kuchni świeci zielonymi godzinami – czas płynie, ale tak naprawdę wcale tego nie czuję.

„Baby, ach! Te baby, czym by bez nich był ten świat” – tak przed laty śpiewali Andrzej Zaucha i Ryszard Rynkowski. Moja babcia jednak sparafrazowała tekst piosenki, nucąc zawsze w sezonie grzybowym: „Grzyby, ach! Te grzyby, czym by bez nich był ten świat…”. 

 

Po ostatnich dramatycznych przeżyciach w biurze, które przypłaciłam zdrowiem i tygodniowym zwolnieniem z pracy, nie miałam najmniejszej ochoty wracać na stare śmieci.

Dzień Kobiet od lat dzieli społeczeństwo na zwolenników i przeciwników. Podział dotyczy celebrowania tego wciąż kontrowersyjnego święta. Żeby choć trochę przybliżyć fenomen 8 marca, poprosiłam o wypowiedź ludzi dobrze nam znanych z mediów.

W związku z wejściem w życie nowej ustawy antyterrorystycznej, każda karta SIM musi zostać zarejestrowana i przypisana do danego klienta. Termin rejestracji upływa 1 lutego bieżącego roku. Kto nie zdąży przed tą datą zarejsetrować swojego numeru – straci go bezpowrotnie.

Usiadłem przy stole w kuchni, roztrzęsiony, nie mogąc pozbierać myśli. W rękach trzymałem dwa klucze - jeden, który otrzymałem od właściciela wynajętej kawalerki w Liège, a drugi znaleziony w kopercie na progu swego domu w Brukseli. Były identyczne.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Bal Karnawałowy 2012
  • Miss Fitness
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Krakus
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 03
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Mini galeria 04
  • Ani Mru Mru
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Gimnazjalistów
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Dzień Dziecka w szkole 2010

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices