Dziś jest , imieniny obchodzą:

Weekend walentynkowy

Zgodnie z tradycją naszej firmy, także i w tym roku szefowa postanowiła zorganizować dla nas zabawę karnawałową połączoną z obchodami Walentynek. Nie, żeby nas jakoś bardzo kochała, zwłaszcza za nasze niedociągnięcia w pracy, ale po to, by nas zmotywować do dalszych starań i zakasania rękawów do papierkowej roboty. W końcu pracownik doceniony i zadowolony jest bardziej wydajny i robi ciężko jak wół, nie narzekając na swoją niedolę.

 

Tym razem była to impreza niespodzianka, co znaczy, że do ostatniego dnia nie wiedzieliśmy, co gdzie i jak będzie się odbywało. Szefowa zapowiedziała nam wcześniej jedynie, że chodzi o weekendowy wyjazd dla nas i naszych rodzin, ale nie zdradziła, gdzie jedziemy i co tam będziemy porabiać. Poradziła nam mądrze się spakować, to znaczy, nie nabrać za dużo ciuchów, ale przewidzieć ciepłe odzienie i piżamy do spania. Mieliśmy się stawić pod biurem w sobotę o 10 rano. Wszystkie, razem z naszymi najbliższymi, pojawiłyśmy się jeszcze przed czasem, co rzadko nam się zdarzało przychodząc do pracy. Kwadrans później wyruszyliśmy już w drogę wynajętym autobusikiem.

Po około dwóch godzinach jazdy, dotarliśmy w malownicze okolice tutejszych gór, niedaleko miasteczka Dinant położonego nad rzeką Lesse. W uroczej dolinie, otoczonej zielenią, znajdowało się kilka drewnianych chatek, w których mieliśmy nocować. Dość sprawnie poszło nam zakwaterowanie i wypakowanie naszych bagaży, po czym znów udaliśmy się w drogę na obiad do przytulnej restauracji w pobliżu cytadeli w Dinant. Obfity obiad, na który podano lokalne specjały, nieco nas rozleniwił, ale nie na tyle, by nie skorzystać z zorganizowanej przez szefową wycieczki, a raczej wycieczek. Najpierw udaliśmy się do słynnej cytadeli, skąd rozpościera się wspaniała panorama okolicy. Część grupy postanowiła zwiedzić wnętrze tej obronnej budowli, reszta – głównie my kobiety – korzystała z promieni słońca, wystawiając na dziedzińcu swoje oblicza ku słonecznej planecie. Po zakończeniu zwiedzania zjechaliśmy kolejką w dół i udaliśmy się na spacer uliczkami Dinant. Pogoda nam jednak nie dopisała. Gdy zaczynało padać na dobre, szefowa zarządziła przejście na drugą stronę rzeki i udanie się na zwiedzanie pobliskiej słynnej groty. Ta atrakcja zachwyciła przede wszystkim dzieci. W końcu to oryginalna wycieczka, idealna na deszczową aurę. Potem był powrót do naszych domków i odpoczynek po całym dniu pełnym emocji.

Wieczorem, gdy już doszliśmy do siebie po wycieczkach, a w brzuchach na nowo zrobiło się pusto, udaliśmy się na kolację do największego z domów, w którym mieściła się restauracja. Ku naszej uciesze, wieczór obfitował w liczne atrakcje, które sprawiły, że nasz walentynkowy wyjazd był naprawdę udany. Gwoździem wieczoru był zespół muzyczny, który na żywo przygrywał nam do talerza, wykonując przeboje ostatnich lat, a na specjalne zamówienia – także i starsze szlagiery. Było też ognisko, w którym można było sobie upiec kiełbaski i ziemniaki, a nad nim coś na kształt grilla na świeżym powietrzu, na którym zabójczo pachniały przypiekane na złoto baranie kotleciki, smakowite rybki, paróweczki dla dzieci i opiekane warzywa. Wyborna kolacja, lekko zakrapiana belgijskimi piwami i francuskimi winami, wprawiła nas wszystkich w świetny humor. Dziewczyny się śmiały do rozpuku z głupawych niekiedy, ale i tak zabawnych kawałów swoich mężów, partnerów i dzieci. Rozruszała się nasza szefowa, z której uszedł stres ostatnich miesięcy. Nie przeszkadzała jej nawet obecność byłego męża, czyli naszego szefa, ani Żabich Oczu, z którymi nawet zamieniła kilka słów. Po kolacji, gdy już ledwo mogliśmy wstać od stołów, zaproszono nas do drugiej sali, gdzie poza napojami i słodkościami kusił błyszczący parkiet, nastrojowe światła i gustowna muzyka. Tańczyłam z Jackiem do upadłego, a raczej do zaśnięcia naszego Pawełka na jednej z kanap, gdzie leżakowały wykończone całym dniem, nasze dzieci. Bezdzietni i mający odchowane już potomstwo, bawili się jeszcze długo, długo w nocy, co u niektórych zaowocowało problemami z poranną pobudką.

W niedzielę pogoda nam wyjątkowo sprzyjała. Było sucho i słonecznie, co zachęcało do przedpołudniowego spaceru po Durby, do którego zabrała nas szefowa. Urocze, jedno z najładniejszych miasteczek w regionie, zafascynowało nas na dobre. Zjedliśmy lekki obiad na ogrzewanym tarasie, ciesząc się z udanego, innego niż wszystkie, weekendu. Potem był powrót do autobusu, przejażdżka i zwiedzanie jednej z okolicznych brasseries, czyli manufaktury lokalnego piwa. Wizyta w browarze okazała się strzałem w dziesiątkę. Połączona z degustacją produkowanych piw i specjałów wyrabianych w sąsiedniej farmie, wszystkim się podobała z wyjątkiem Żabich Oczu. Koleżanka z wybałuszonymi oczami, cały czas zatykała nos szalikiem twierdząc, że panuje straszliwy odór i narzekając na błoto, w którym ubrudziła sobie nowiutkie szpilki. Panowie, wiadomo, najbardziej cieszyli się z próbowania piw wszelakich. Panie, bardziej ze smakowitych zagryzek. A dzieciaki z pobytu na farmie i oglądaniu zwierząt, których nie mają okazji widzieć na co dzień.

Nawet nie zauważyliśmy, jak zrobiło się późno i musieliśmy już żegnać się z regionem. Nasz walentynkowy, weekendowy wyjazd dobiegał końca. W drodze powrotnej do Brukseli panowie posnęli, w czym pomogła im popołudniowa degustacja piwa i monotonny szum silnika. Niektórzy mocno pochrapywali uśmiechając się przez sen. Posnęły też dzieci, wygonione i wyczerpane intensywnym weekendowym odpoczynkiem na świeżym powietrzu. A my, umęczone na co dzień Matki Polki i Żony Prawie Idealne, miałyśmy święty spokój i kilka chwil wytchnienia. Dla siebie. Na rozmyślanie, na planowanie, na marzenie. I na docenienie tego co mamy. W końcu w Walentynki liczy się nie tylko, że ktoś nas kocha, ale i że my mamy kogoś do kochania. Męża, chłopaka, matkę, ojca, siostrę, brata, dzieci czy nawet choćby i psa. Ważne jest także to, że mamy z kim spędzić ten dzień. Nieważne w jaki sposób. Jak udowodnił nam ten weekend, Walentynki wcale nie muszą być kiczowatym świętem, z czerwonymi sercami i różowym szampanem. Nie potrzeba pluszowych misiów czy seksownych stringów. Wystarczy wyjazd za miasto, wypad do kina czy zwyczajna kolacja w domu. Dobre słowo, pocałunek, przytulenie się do kogoś. Najważniejsze, by docenić, że ktoś nas kocha i że my kogoś kochamy. Najlepiej na co dzień. Nie tylko od święta...

Anna Karska

Polecamy

Doktor Waśkiewicz należy do towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej w Belgii.

Życie toczy się swoim biegiem. Czasem chcielibyśmy, by przyspieszyło, czasami nie nadążamy i czujemy się zagubieni. W innych momentach chcielibyśmy by zwolniło tak, żeby zatrzymać się w danym momencie na dłużej.

Przy zakupie nieruchomości (domu, kamienicy lub mieszkania) warto zwrócić uwagę na to, czy nieruchomości jest przeznaczona pod wynajem.

 

Pracownikom zatrudnionym w Belgii, poza opisanymi wcześniej dorocznymi wakacjami i różnorakimi urlopami dla rodziców, przysługuje także wolne okolicznościowe.

Początki kariery są trudne w każdej branży, bez wyjątku. Nie inaczej jest w przodującym na belgijskim rynku sektorze Titres Services, chociaż tutaj warto nadmienić, że ciężkie są nie tylko początki, ale również następne lata karkołomnego świadczenia usług sprzątających.

Piwo, jakie znamy dzisiaj, to efekt wielowiekowej ewolucji, która ma swoje początki wśród starożytnych cywilizacji. Zmiany w technikach rolnych, rozwój miast, religia oraz budowanie społeczeństw w oparciu o handel miały wielki wpływ na obecność i doskonalenie tego napoju.

Dzień Kobiet od lat dzieli społeczeństwo na zwolenników i przeciwników. Podział dotyczy celebrowania tego wciąż kontrowersyjnego święta. Żeby choć trochę przybliżyć fenomen 8 marca, poprosiłam o wypowiedź ludzi dobrze nam znanych z mediów.

3 maja przypada w tym roku w środę i jest w Polsce dniem wolnym od pracy. Jest to Święto Konstytucji, którego tradycja sięga 1791 r. W dość burzliwej polskiej historii obchody tego święta były zabronione czasie rozbiorów, wznowione w 1919 r.

Nie do rzadkości należą przypadki, gdy ludzie prowadzą wspólne życie, pomimo, iż nie zawarli ze sobą związku małżeńskiego. Sytuację taką odzwierciedla instytucja konkubinatu. W Belgii w przeciwieństwie do Polski, ustawodawca już dawno wypowiedział się na ten temat.

Myślę, że każdy majowy, słoneczny dzień powinien być świętem i ten, dla nas, zgromadzonych na II Kongresie Kobiet w Brukseli, na pewno takim świętem był. Znów zjechało się do Brukseli mnóstwo wspaniałych kobiet, żeby pogadać, posłuchać, podyskutować i poznać się.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Budki Suflera
  • Mini galeria 03
  • Krakus
  • Dzień Dziecka 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Miss Fitness
  • Bal Gimnazjalistów
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Ani Mru Mru
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Mini galeria 04

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices