Dziś jest , imieniny obchodzą:

Monsieur Landru

W pierwszych dniach maja 1915 roku, mały, łysy mężczyzna o starannie przystrzyżonej brodzie umieścił w rubryce matrymonialnej jednego z paryskich czasopism ogłoszenie: „Pan lat 45, samotny, kapitał 4.000 franków, pragnie poślubić panią w podobnej sytuacji i wieku C.T. 45”

 

Trzy dni później ten sam mężczyzna siedząc w jednej z paryskich kawiarni przy filiżance gorącej czekolady skrupulatnie przeglądał odpowiedzi na swój anons: - „Szanowny Panie. Przeczytałam pańskie ogłoszenie w gazecie. Mam 12 tysięcy franków, syna na wojnie, jestem sama, chciałabym odbudować swoje życie. Może Pan napisać do mnie na poste-restante. B.L. 12”.
Ów człowiek po przeczytaniu listu, na jego marginesie zrobił adnotację: - „Kategoria popularna, możliwość majątku”, po czym odłożył pióro, popił czekoladę i przeszedł do czytania następnej odpowiedzi. – „O Panie, czyżbyś był przeznaczeniem? Albo Mefistem, uwodzącym kobietę już wdowę jak ja? Nie moje życie, lecz serce jest samotne!” - O Boże. –głęboko westchnął i powiedział sam do siebie - Kategoria literacka. Potrzebny będzie poważny wysiłek, Lamertine, Musset, aria z Fausta. No cóż, ale może gra warta jest świeczki.
Zastanowił się, spojrzał na list, pod którym widniał podpis –Anna Collomb. Dopił czekoladę, odstawił filiżankę na bok, ze zniszczonej teczki leżącej obok na krześle wyciągnął papier listowy i zaczął pisać: - „Pragnę prawdziwej miłości, uczuć, które mogą zapewnić trwałe szczęście. Jestem dość niezależny, by już teraz oświadczyć ze swej strony, że warunki finansowe nie wpłyną w niczym na wybór małżonki…”
Przepisał ten list jeszcze trzykrotnie, potem zebrał swoje rzeczy i udał się metrem do domu.
Po drodze myślał sobie - Cóż za zawód! Młode czy dojrzałe, wszystkie bardziej pragną słów niż pieszczot. Kobieta - szczególnie, gdy mówi jej lustro, że jej młodość już daleko - musi wierzyć, że ktoś kocha jej duszę.
Na schodach swego domu spotkał dwóch chłopców. Jeden z nich zawołał - Jesteś nareszcie tatusiu, zapominasz o nas, a przecież pomagaliśmy ci przenosić meble, które kupiłeś od tej starej pani.
- Cicho - skarcił mężczyzna dziecko - Nie mów nikomu, że jestem twoim ojcem. Wiesz przecież, że ukrywam się od czasu mobilizacji. Chcesz żebym zginął na froncie? –Nie –powiedział chłopczyk i przecząco pokiwał głową - Dzisiaj zabiorę was wszystkich do kina. Po obiedzie otworzył swój notes, w którym wszystko skrupulatnie notował i zapisał w nim
- „Kino, 1, 2, 3, 4, 5, 6” - Żona i dzieci miały swoje numery. On też był numerem, numerem 1. Kilka dni później, 7 maja, Henryk Landru, bo tak się nazywał, zanotował w swoim notesie:
„6 godz. Col. Lafayette” – Col. to inaczej Anna Collomb, z którą umówił się na rogu ulicy Lafayette. Idąc na spotkanie rozpoznał ją z daleka. Jej żakiet zdobił czerwony goździk. To był ich umówiony znak rozpoznawczy. Landru podszedł do niej, ściągnął z głowy kapelusz i powiedział z uśmiechem na twarzy - Pani Collomb? Jestem Henryk Cuchet. Co za szczęście poznać panią.
-Miło mi, jestem Anna Collomb, ja również cieszę się, że mogłam pana poznać.


Chwilę rozmawiali na ulicy, po czym Landru zaprosił ją do pobliskiej kawiarni.
Anna Collomb w chwili poznania Landru miała 39 lat i była okrągłą, apetyczną brunetką.
Landru, jak to sobie wcześniej zaplanował, zaczął czarować nowo poznaną kobietę. W rozmowę wplatał fragmenty wierszy. Sprawiał wrażenie człowieka bardzo uduchowionego. Anna Collomb wzruszona takim zachowaniem zaczęła mu się zwierzać. Mówiąc, że po śmierci męża poznała mężczyznę, lecz mieszka on pod Paryżem i na dodatek jest żonaty i że interesuje go tylko związek ciała. Na to Henryk odpowiada jej, że dla niego najważniejszy jest związek dusz. Annie to się podoba, zaczynają się spotykać. Pewnego dnia Henryk Cuchet proponuje jej wspólny wyjazd do domku na wieś obiecując przy tym, że będzie zachowywał się jak dżentelmen, jednak do tego wspólnego rendez-vous nie dochodzi. Anna dzieli się swoją nową znajomością z siostrą, ale ta jest sceptyczna i odradza jej weekendowy wyjazd.
Henryk Cuchet na pewien czas znika z życia pani Collomb. Pojawia się dopiero w listopadzie 1916 roku. Anna go nie zapomniała. Urok pana Cuchet cały czas działał. Teraz romans zaczął się na dobre. 27 grudnia 1916 roku Henryk i Anna wyjeżdżają do Gambais w departamencie Seine-et-Oise (dziś Yvelines), zamieszkują w wynajętej przez Henryka willi.
Nazajutrz po poznaniu Anny Collomb w maju 1915 roku, Henryk Landru w swoim notesie sporządził notatki następującej treści: – „9.30 metro Dworzec Lioński, panna Lydie - 12.30 kawiarnia pl. Saint-Georges, pani B. - 11.30 metro Lancery, panna L. - 15.30 skwer Saint Jacques, pani D. - 17.30 ul. Rivoli, pani V-20-ta Saint- Lazare, pani N.”
W kawiarni na Placu Saint-Georges poznaje siedzącą przy stoliku Celestynę Buisson.
- Droga Pani – mówi całując jej dłoń na przywitanie i dodaje szarmancko – Poznałbym panią wśród tysiąca innych dam. Istotnie, na panią Buisson nietrudno zwrócić uwagę - jest chuda jak tyka, niemłoda i na pierwszy rzut oka antypatyczna, ale Henrykowi Landru nie zależy na urodzie, a na duszy kobiety.
- Jakie ma pani rozmarzone oczy… - rozpoczyna rozmowę.
- Niech pan nie drwi ze mnie. - kokietująco obrusza się pani Buisson - Mam 19-letniego syna. Na szczęście na razie nie poszedł na front. Szkoli się w Bayonne.
- Cóż za szczęście dla matki. Lubię, gdy kobieta jest matką. Mężczyzna może mieć zaufanie do takiej kobiety. - kontynuuje Landru rozpoczętą grę.
- Jakie to ładne co pan mówi. Mój biedny mąż nie miał niestety zmysłu rodzinnego. Był hotelarzem, pracowałam u niego. Ileż się nacierpiałam po śmierci męża przez jego rodzinę. Landru słucha tych zwierzeń, wpatruje się w nią z wyrozumiałym, ciepłym, zachęcającym uśmiechem. Celestyna w pewnym momencie załamuje ręce i mówi - Zostało mi już tylko 10 tysięcy franków.
Landru na to:
- Gdyby je dobrze umieścić może to być zalążek małej fortuny.
- Myśli pan? - Zastanawia się kobieta.
-Jestem pewien. Widzi pani, ja także musiałem wyjechać z północy, porzucić fabrykę, a jednak sobie radzę…
-Ach jakie to piękne, mężczyzna o szerokich horyzontach…. My biedne samotne kobiety… Wie pan, aby żyć pracuję jako służąca. Nikomu tego nie mówię, ale panu.
-Mężczyźni bardzo się mylą myśląc o ciele kobiety, zamiast o jej duszy - zauważa Henryk i mówi dalej - Biedacy, biegają za dziewczętami, ale prawdziwą towarzyszką mężczyzny, który wiele cierpiał jest kobieta znająca życie. Kiedy to powiedział Celestyna Buisson miała łzy w oczach. Była wzruszona. Przetarła je chusteczką i powiedziała – Och Panie…, Panie nie znam nawet pańskiego nazwiska.
- Cóż znaczy nazwisko, nazywam się Fremyet. Ale proszę mi mówić Henryk.
Wieczorem po spotkaniu, Henryk Landru zapisał w swoim notesie: „Buisson 19-letni syn w Bayonn. Jedna lub dwie siostry. Wyszła za mąż za hotelarza. Była służącą. Wyniosła pieniądze i meble zaraz po śmierci starego. Kłótnie w rodzinie”.
Henryk spotyka się z nią dość często. Celestyna przyjmuje go w swoim mieszkaniu, zaprasza na obiadki. Landru wciąż deklamuje wiersze, a zapały pani Buisson rosną.
Mówi jej – Celestyno, to cudownie kochać poetycznie bez tych brudnych pragnień, co niszczą miłość. Jednak taka uduchowiona postawa tylko pobudza wyobraźnię i rozpala namiętność kobiety, którą poznał przez ogłoszenie. Ta rzuca mu się na szyję. On zachowuje zimną krew. Nie ulega jej podnietom. Na parę dni znika wykorzystując pretekst przyjazdu jej syna mającego kilka dni urlopu.

*
W marcu 1918 roku mer Gambais, otrzymuje list zaczynający się od słów - „Moja siostra, Anna Collomb wyjechała do Gambais w grudniu 1916 roku i nigdy nie wróciła…”
Po przeczytaniu go, mer odłożył go i sięgnął do szuflady. Wyciągnął z niej drugi list o podobnej treści, który dostał parę dni wcześniej, ale chodziło w nim o niejaką Celestynę Buisson. Co zwróciło uwagę mera? Oba listy w swej treści były niemal identyczne, oba były nadane z Paryża, a różniły się tylko nazwiskiem poszukiwanych kobiet i nazwiskiem mężczyzny. Mer postanowił niezwłocznie powiadomić paryską policję. Skonfrontowano obie rodziny i znajomych poszukiwanych kobiet, sporządzono rysopis pana Cuchet i pana Fremyeta, które były niemal identyczne, spisano zeznania i rozpoczęto śledztwo.
Jak zwykle w takich sytuacjach, tak i tym razem pomógł przypadek. Przyjaciółka zaginionej Celestyny Buisson rozpoznała przy jednym ze stoisk w domu towarowym „Le Samaritaine” rzeczonego pana Fremyeta, którego znała wcześniej jako jej narzeczonego. Bezzwłocznie zgłasza się na policję. Ta przy pomocy sprzedawców ustaliła nazwisko i adres podejrzanego, znanego w sklepie jako pana Guillet. 12 kwietnia 1919 roku Guillet alias Fremyet, który naprawdę nazywał się Henryk Dezydery Landru, zostaje zatrzymany w mieszkaniu swej kochanki przy ul. Rochechourt. W wyniku rewizji przeprowadzonej w prawdziwym mieszkaniu tego szanowanego pięćdziesięciolatka, mającego żonę i czworo dzieci, a także w garażu, który wynajmował, policja dokonuje dziwnego odkrycia. Mianowicie znajduje całą masę kobiecych ubrań, bieliznę, peruki, walizy, różne sprzęty oraz kufer zawierający kartotekę ułożonych w porządku alfabetycznym 283 nazwisk kobiet i starannie prowadzony notes. Pomimo bardzo ostrego przesłuchania Landru milczy jak grób. Nie wzrusza go nawet odkrycie w domu w Gambias, który wynajmował, zwęglonych kości ludzkich, a na każde pytanie sędziego śledczego odpowiada sarkastycznie – „To pan ma mi udowodnić moją winę.”
Śledztwo trwa dwa i pół roku, w końcu liczące siedem tysięcy stron akta nasuwają jeden wniosek: Landru jest winien popełnienia w sumie 11 morderstw. Dzięki prasie, która karmi swych czytelników opowieścią o „paryskim sinobrodym”, Landru staje się sławny. Fascynuje Francuzów. Podczas wyborów do zgromadzenia narodowego na ponad 4 tys. kart do głosowania znajduje się dopisane nazwisko Landru. Kiedy wreszcie 7 listopada 1921 roku, przed sądem przysięgłym w Wersalu rozpoczyna się jego proces, towarzyszy mu atmosfera wielkiego wydarzenia. Proces tego zwyrodnialca to nie tylko zwykła rozprawa sądowa, to coś więcej, to spektakl, na którym trzeba być. Zatem na widowni obok zwykłego plebsu zasiadają ludzie polityki sztuki, ministrowie, pisarka Collet, gwiazdy kabaretów, aktorzy.
Henryka Landru broni znakomity adwokat, mecenas Moro-Giafferi, który przez cały czas trzyma się jednej linii obrony. Landru jest oszustem matrymonialnym, ale nie mordercą. Gdy zadaje mu się pytanie wymagające konkretnej odpowiedzi ogranicza się do stwierdzenia obrażonym tonem: „Moje życie osobiste, to moja prywatna sprawa!”. Po wysłuchaniu mowy końcowej oskarżyciela publicznego, Landru wyraża ubolewanie mówiąc sarkastycznie: „Żałuję, że mogę wam służyć tylko jedną głową do ścięcia”. Po trzech dniach procesu Henryk Landru zostaje skazany na karę śmierci.
Wyrok został wykonany 25 lutego 1922 roku przed bramą więzienia w Wersalu.
Jako człowiek o niewielkich potrzebach w najuprzejmiejszej formie odmówił przyjęcia papierosa i kieliszka rumu, które proponuje się zawsze każdemu kto staje przed majestatem gilotyny.
Działanie Landru było proste: w latach wielkiej wojny było wiele samotnych kobiet, głównie wdów po poległych żołnierzach, które starały sobie na nowo ułożyć życie. Landru wpada na pomysł zamieszczenia w prasie ogłoszeń matrymonialnych. Przynęta jest doskonała. Prowadząc życie uczciwego ojca rodziny, wypracował cały schemat działania wprawiający w podziw swą precyzją. Ukrywając się pod ponad dziewięćdziesięcioma różnymi nazwiskami, za pomocą ogłoszeń poznaje ponad 300 kobiet. Z niezwykłą starannością redaguje dziesiątki odpowiedzi na listy, tworzy kartotekę swych „podbojów”, notuje informacje dotyczące zarówno wyglądu jak i sytuacji rodzinnej i majątkowej wszystkich kobiet. Trzyma u siebie dziesiątki teczek posegregowanych według wskazówek: „Odpowiedź natychmiastowa”, „Bez odpowiedzi”,” Nic z tego”, a wreszcie opatrzone skrótem „B.P” (bez pieniędzy). Taki dopisek eliminował natychmiast kandydatkę, której ubóstwo ratowało życie. Natomiast gdy któraś z kobiet wydawała mu się atrakcyjna pod względem finansowym uwodził, a w końcu zapraszał ją do spędzenia paru dni na wsi w jego domu w Gambais. Dziesięć kobiet oraz syn pierwszej jego ofiary nigdy z takiej wycieczki nie wróciło. Jedynie sąsiedzi mogli od czasu do czasu uskarżać się na gesty, czarny dym wydobywający się z komina jego domu. W tym wszystkim najbardziej zadziwiająca była dysproporcja pomiędzy olbrzymimi trudnościami, które Landru musiał pokonać by wszystko funkcjonowało bez zarzutu i niewielkimi sumami, które ostatecznie przynosiły mu te zbrodnie. Jak ustalono, wszystkiego było zaledwie 30 tysięcy franków, meble i trochę biżuterii, nie licząc garderoby, którą również nie pogardzał, ale tą mógł tylko upłynnić u handlarzy starzyzną. Było to akurat tyle, by utrzymać rodzinę i pokryć wydatki poniesione przy okazji każdego podboju.
Rok później na aukcji jego rzeczy, na którą przybyły olbrzymie tłumy żądne nabycia pamiątek po zbrodniarzu, słynna kuchenka, w której palił ciała swych ofiar została zlicytowana za kwotę 42 tysięcy franków.

Postać Landru wielokrotnie inspirowała twórców filmowych. W 1947 Charlie Chaplin zrealizował film „Pan Verdoux”, oparty na opowiadaniu Orsona Wellesa. Sam Chaplin zagrał w nim rolę wielokrotnego zabójcy. W 1960 postać Landru w filmie „Bluebeard’s Ten Honeymoons” zagrał George Sanders. O Landru powstały dwa filmy biograficzne - w 1962 film „Landru „zrealizował Claude Chabrol, a w 2005 powstał film telewizyjny „Désiré Landru” (reż. Pierre Boutron).
Zgilotynowaną głowę Henryka Landru można oglądać w Muzeum Śmierci w Hollywood.

Polecamy

Zgodnie z tradycją naszej firmy, także i w tym roku szefowa postanowiła zorganizować dla nas zabawę karnawałową połączoną z obchodami Walentynek.

Jak podała gazeta „L’Echo”, Belgijska Konfederacja Sektora Budownictwa wytoczyła proces polskiej spółce Eurokontakt z Wrocławia za stosowanie dumpingu socjalnego polegającego na zatrudnianiu pracowników sektora budowlanego po bardzo niskich stawkach.

Pamięć tego, co spotkało mnie w ciągu ostatnich tygodni, ciążyła na mnie niczym nieustępliwy kac. Nigdy nie sądziłem, że coś tak nieistotnego jak włamanie do opuszczonego domu może zmienić moje życie do tego stopnia. I to jeszcze jak – zamieniło je w prawdziwy koszmar!

Sądziłam naiwnie, że to kiepski żart na Prima Aprilis, gdy dziewczyny z biura zadzwoniły z pytaniem, jak się czuję wiedząc, że Żabie Oczy wracają dziś do pracy po urlopie macierzyńskim.

Gdy za oknem pięknie świeci słońce warto pomyśleć o tym, żeby choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości i uspokoić nieco skołatane nerwyi.

Pewna wokalistka powiedziała mi kiedyś, że na ogół piosenka o miłości brzmi bardziej autentycznie kiedy śpiewa ją dedykując ją sobie. Czy to dlatego, że wkłada w jej wykonanie więcej emocji? Czy może trudniej nam powiedzieć „kocham” sobie, niż komuś innemu?

W Belgii istnieje możliwość zatrudnienia pracowników sezonowych w tzw. “sektorach zielonych” czyli w rolnictwie oraz ogrodnictwie.

Zbliżający się wielkimi krokami karnawał w Belgii to świetna okazja do wspomnień sprzed trzech lat. Każdy, kto mieszka w kraju króla Filipa i królowej Matyldy zapewne słyszał, a może i brał udział w tego typu zabawach, których nieodłącznym elementem są różnorakie stroje i przebrania, często mieniące się złotem i ozdobione piórami. Wprawdzie nie mogą się one równać z pięknem weneckich kostiumów czy tych z Rio de Janeiro, ale i tak gwarantują świetną zabawę.

– Tego nie wyrzucaj, jeszcze na pewno się przyda! – gdera mój wiekowy (85 lat), ale wciąż sprawny na wszystkich poziomach, ojciec Stefan.

Tak jak pisaliśmy w czerwcowym numerze, FC Polonia Bruksela zajęła trzecie miejsce w swoim pierwszym sezonie w Belgijskim Związku Piłki Nożnej (4 liga okręgowa, przyp. red.).

 

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Mini galeria 03
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Gimnazjalistów
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Mini galeria 04
  • Ani Mru Mru
  • Krakus
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Miss Fitness
  • Dzień Dziecka 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices