Dziś jest , imieniny obchodzą:

Ciąg dalszy strrrasznej historii z poprzedniego numeru (5)

Usiadłem przy stole w kuchni, roztrzęsiony, nie mogąc pozbierać myśli. W rękach trzymałem dwa klucze - jeden, który otrzymałem od właściciela wynajętej kawalerki w Liège, a drugi znaleziony w kopercie na progu swego domu w Brukseli. Były identyczne. Jak mogło do tego dojść, że mój prześladowca mnie tu odnalazł? I skąd wziął klucz do dopiero co wynajętego mieszkania?! W końcu myślałem, że w tym obskurnym mieszkanku będę przynajmniej choć trochę bezpieczny. Toż to inne miasto, zmieniłem telefon i jego numer, jak to w ogóle możliwe?

Głowę zaprzątały mi pytania, na które i tak nie byłem w stanie znaleźć odpowiedzi, oraz coraz to większe obawy o własne życie. Widziałam na taśmach, do czego jest zdolna bestia, która zepchnęła mnie ze schodów w owym feralnym domu; wiem też jak kończyli ludzie, którym nie udało się uciec. Czego ten ktoś ode mnie chce? I kto to jest? Czy stoi za tym osoba, która zleciła mi owo włamanie? Czy jest to ta sama, zamaskowana postać z nagrań? Pytania mnożyły się bez końca. Jedno wiedziałem na pewno - teraz i tutaj nie jestem już bezpieczny. Pewnie ktoś podczepił nadajnik pod mój samochód i byłem przez cały czas śledzony. Postanowiłem więc spędzić tę noc w hotelu - i udać się tam pieszo.

Zbierając swoje rzeczy, nagle zwróciłem uwagę na kopertę leżącą na stoliku przy drzwiach, której z pewnością tam nie było, gdy rano opuszczałem swe lokum. Nie, to nie mogła być prawda! Kolejna koperta! I to w nowym mieszkaniu! W jego środku!!! Chwyciłem ją czym prędzej i wydobyłem jej zawartość. Była to nieopisana płyta DVD. Zdziwiony, obejrzałem ją z każdej strony, przyjrzałem się też rozerwanej kopercie, jednak niczego na niej nie było, choćby jednej cyfry czy litery. Czyżby mój oprawca postanowił pójść z duchem czasu i kasety wideo zastąpił nagraniem cyfrowym? A może zawartość płyty jest jeszcze bardziej złowieszcza? To już jednak postanowiłem sprawdzić w hotelu - nie miałem już najmniejszej ochoty spędzać w tej klitce ani chwili dłużej.

Udałem się na pieszo do centrum, zabierając ze sobą tylko podstawowe rzeczy i laptopa. Upewniłem się, że nikt mnie nie śledzi, skręcając kilka razy w prawo, by wrócić w to samo miejsce, oraz zaczajając się na dłuższą chwilę w ciemnym zaułku. Po dość długim kluczeniu ciemnymi uliczkami, w końcu wszedłem do pierwszego lepszego hotelu. Zameldowałem się swoim sfałszowanym dowodem osobistym, gdyż obawiałem się, że ów ktoś może przez policyjne źródła śledzić np. do jakiego hotelu się udałem. Miałem nadzieję na spokojną noc. Gdy byłem już w pokoju, usiadłem ciężko na łóżku i wyciągnąłem z plecaka laptopa. Mokrymi od potu rękoma, włożyłem nerwowo płytę to czytnika. Płyta zawierała jeden plik wideo. A jednak! Czym też postanowił dręczyć mnie tym razem mój osobisty prześladowca?

Nagranie było ciemne, ale od razu rozpoznałem wnętrze znienawidzonego przeze mnie opuszczonego domu. Widoczne było wnętrze pierwszego pomieszczenia niedaleko wejścia. Po chwili ujrzałem światło latarki i powolne, ciężkie kroki. - Halo?! - rzucił głośnym, choć niepewnym głosem mężczyzna. - Jest tu kto? Dostałem wezwanie pod ten adres! Jeśli ktoś tu jest, to dla własnego bezpieczeństwa niech wyjdzie z podniesionymi rękoma - dodał, a ja ujrzałem w kadrze mundur policjanta. Po chwili obrócił się w stronę kamery, jednak wcale tego nie potrzebowałem, by zgadnąć, kim on był - był to ten sam policjant, który przyjął ode mnie zgłoszenie o nękaniu i zabrał ze sobą podrzucane mi taśmy. Ten sam, którego widziałem w wiadomościach mówiących o jego zaginięciu. Me serce zabiło mocniej. Mężczyzna przeszedł do następnego pomieszczenia, a nagranie uchwyciło niepokojący cień, który przesunął się po ścianie wraz za nim.

Kolejne ujęcie pokazywało znajome drzwi, te, które już kiedyś widziałem na innym nagraniu - prowadziły one do pomieszczenia w piwnicy, w którym słyszałem jak jakieś piekielne bestie rozszarpują ciało starszego człowieka. Tym razem jednak żadne odgłosy stamtąd nie dochodziły. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, ale po chwili w kadrze ukazała się policyjna czapka, trzymana przez pokraczną rękę. Trzymający przyłożył ją do drzwi, a pokój jakby nagle ożył. Znowu słyszałem przeraźliwe skrobanie o ściany, a odgłos ten stawał się coraz głośniejszy. Po chwili - byłbym w stanie przysiąc - drzwi zaczęły się ruszać, tak jakby napierała na nie jakaś potworna masa. Słychać było też dochodzące ze środka drapanie, jednak tak intensywne, że spodziewałem się ujrzeć w każdej chwili dziurę w drzwiach. Wtedy tajemnicza postać zabrała czapkę od drzwi, jednocześnie kierując kamerę na swą twarz, a raczej to, co ją przykrywało. Jej przerażające, żółte oczy znowu rzucały mi wyzwanie swym przeszywającym spojrzeniem, a szyderczy śmiech, w połączeniu z chrzęstem dochodzącym z pomieszczenia za drzwiami sprawił, że natychmiast wyłączyłem nagranie.

Zamknąłem komputer i odetchnąłem głęboko. Przynajmniej już wiedziałem, co też się stało z policjantem. Jednak było to spełnienie się moich najgorszych przeczuć. Dlaczego ten ktoś postanowił mi to pokazać? Co chce mi przez to powiedzieć? Żebym więcej nie próbował uzyskać od kogoś pomocy? Czego on ode mnie, do cholery, chce?! Przecież gdyby chciał mnie zabić, już by to dawno zrobił - nie dość, że naszedł mnie już wcześniej w moim własnym domu i przyglądał się, jak spałem, to był też w nowym mieszkaniu. O co w tym wszystkim chodzi?

Nagle przypomniałem sobie, że prosiłem swego „wywiadowcę” by przesłał mi wszelkie materiały, które zebrał do tej pory na temat owego opuszczonego domu strachów. Zalogowałem się na swojego maila, otworzyłem wiadomość i kliknąłem na pierwszy z licznych załączników. Był to wyciąg z ksiąg wieczystych dotyczący aktu własności budynku z 1929 r. Mówił on, że właścicielem posesji zostaje niejaki Alfred Strauss. Kolejny załącznik stanowiło zdjęcie domu z 1898 r. Trzeba przyznać, że wtedy posiadał on więcej okien niż obecnie. Dalej był jakiś tekst z gazety, a tam zaznaczony fragment prawdopodobnie dotyczący owego budynku. Można było w nim przeczytać, że rodzina van Coppenollów postanowiła otworzyć w nim po wojnach napoleońskich niewielki sierociniec. Była też przytoczona historia domu: że był wybudowany w 1666 r., że był miejscem spotkań brukselskiej masonerii, że to tu bawiła się często śmietanka towarzyska epoki oświecenia. Miał tu też później mieszkać jakiś francuski pisarz, który zginął śmiercią tragiczną, nie dokończywszy dzieła swego życia, po nim zaś właściciel winnic z Lotaryngii, który rzekomo miał rozbudować pod domem system piwnic do przechowywania swego szlachetnego trunku.

Jednak me oczy zapłonęły, gdy otworzyłem kolejny plik. Był to plan budynku z okresu remontu generalnego w 1965 r. Łatwo dało się zauważyć, że dom w wielu miejscach przebudowano, i to niejednokrotnie. Zwłaszcza zainteresowała mnie jego piwnica. Jednak na nowych planach widoczne było jedynie jedno pomieszczenie, stanowiące co najwyżej 1/4 podstawy domu. Wydało mi się to dość dziwne, gdyż z nagrań pamiętam, że było tam sporo przestrzeni. No i co z owym „rozbudowanym systemem piwnic” stworzonym przez winiarza? Pozostawało tyle pytań, ale postanowiłem zagłębić się w przesłaną dokumentację i w końcu rozwikłać, kto za tym wszystkim stoi.

DP

Polecamy

Każdy, kto osiąga dochody w Belgii, jest zobowiązany do corocznego składania zeznań podatkowych i odprowadzania w tym kraju podatku dochodowego. Na jego wysokość ma wpływ wysokość dochodów, ale też sytuacja rodzinna oraz niektóre wydatki podatnika.

W nocy z 28 na 29 czerwca, około 4-tej nad ranem, polska rodzina mieszkająca na Molenbeek z niespełna dwuletnią córeczką została obudzona przez pisk czujników przeciwpożarowych.

Kiedy piszę ten artykuł, za oknem leje deszcz, temperatura sięga zaledwie 16 stopni Celsiusza, zatem wszystko wskazuje na to, że lato już minęło. Mam jednak nadzieję, że kiedy będziecie czytać niniejszy tekst, to pogoda będzie znacznie przyjemniejsza, słoneczna i ciepła, a przyroda zapełni się ciepłymi kolorami. Będzie to świadczyło o tym, iż nadeszła jesień, czas, kiedy zieleń ustępuje miejsca żywym, żółtym i czerwonym kolorom.

Spośród wielu znakomitych belgijskich piw wyróżniają się te robione przez zakony trapistów. Uznanie ich wyjątkowego charakteru pozwoliło nie tylko na obecność w Belgii, ale i na całym świecie. Tego dowodem jest również upodobanie innych zakonów rozsianych w Europie i poza nią.

Kolonia, znana na świecie z wody kolońskiej, posiada także swoje piwo. Może być warzone tylko w Kolonii i okolicach i jest ono nieodłączną częścią charakteru miasta i jego mieszkańców.

 

Granica polsko-niemiecka. Na przejście graniczne w Zbąszyniu zostaje doprowadzony młody mężczyzna, lat około trzydziestu, średniego wzrostu. Jest skuty kajdankami i towarzyszy mu umundurowany Niemiec.

Świąteczne targi są jednym z moich ulubionych tematów. Jak najbardziej „na czasie” pachnące choinką i cynamonem, zapowiadają nadejście Bożego Narodzenia.

Po ostatnich dramatycznych przeżyciach w biurze, które przypłaciłam zdrowiem i tygodniowym zwolnieniem z pracy, nie miałam najmniejszej ochoty wracać na stare śmieci.

Wiosenna pogoda i dłuższe dni obudziły w nas potrzebę kontaktu z naturą. Oboje z Jackiem, a i Pawełek też, potrzebowaliśmy wystawić nasze blade i zmęczone po zimie buźki na słońce.

Doktor Waśkiewicz należy do towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej w Belgii.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Mini galeria 04
  • Krakus
  • Ani Mru Mru
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 03
  • Bal Gimnazjalistów
  • Miss Fitness

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices