Dziś jest , imieniny obchodzą:

Zero sanepidu!

Gościłem niedawno w centrum handlowym w Europie zwanej „Zachodnią” i wygląda ono nieco inaczej od tego, z czym mamy zazwyczaj do czynienia podczas wizyt w Polsce. Ta akurat ulica biegła przez ścisły pępek miasta, od rana do nocy okupowana jest przez jak najprawdziwszy targ warzywno-rybno-owocowy, zapachy i smrody mieszają się z gromkim pokrzykiwaniem przekupek zachwalających swoje produkty. I zero sanepidu na dodatek!

 

Centrum zaś mieści się w podziemiu i stanowi przedziwną mieszankę rozmaitych biznesów: kuchnia polska z pierogami, knajpa serbska, sprzedaż peruk z Nigerii, chińskie fajerwerki, litewski spożywczak z polskimi paprykarzami i szynką z Sokołowa, przemytnicy papierosów z Hiszpanii; słowem: tygiel, bulgoczący setką języków i zapachów. Zgłodniawszy zawiesiłem wzrok na długiej, oszklonej ladzie-podgrzewarce, nad którą wisiał napis: „wszystko za 6 euro”.
Znacie Państwo ten biznes: siadasz i jesz ile wlezie, dokładki możesz sobie brać tyle, ile żołądek pozwoli. Oczywiście, ,dodatkowo płaci się, jeśli klient nabierze za dużo, a potem chce wyrzucić to, co z rozpędu nałożył, ale nie zjadł. Zauważył moje niezdecydowanie firmowy naganiacz, zaraz mnie uprzejmie zaprosił do wnętrza, tacę wcisnął i już po chwili dymiła przede mną jakaś zupa, dołożyłem żeberka w ciemnym sosie, ziemniaki, kapustę. Zapłaciłem.

 

I tu już skończyły się uprzejmości, a na jaw wyszła rzeczywista funkcja pana naganiacza. Zastanawiałem się właśnie, gdzie mam usiąść, ale pan uprzejmie chwycił mnie za łokieć, skierował do stolika w kącie, choć wcale tam siadać nie chciałem.

 

Nic z tego, zaraz mi wytłumaczył, że upatrzony przeze mnie stolik czeka na jakąś, być może, zorganizowaną grupę i żebym nie marudził, tylko siadał i jadł jak już nabrałem i zapłaciłem.

 

I co, miałem się tarmosić? Ruch jak w ulu, lokal małogwiazdkowy, widziały gały co brały i gdzie kroki niosą. Westchnienie moje zanikło w gwarze, zginęło w zapachach, przepadło w smaku zaserwowanych – całkiem zresztą porządnych – potraw. Zaraz też nadeszła refleksja, że przecież to nic nowego, że mechanizm jest stary jak świat i powszechny w każdej bodaj kulturze: zwabić klienta, wykorzystać jego rzeczywiste bądź urojone potrzeby, skasować i...

 

I niech się buja, konsumuje i znika, bo następni idą.

 

Kłamstwa albo też nadinterpretacje obejmują całe uniwersum tak w Polsce jak i na tak zwanym „Zachodzie” i – bynajmniej – nie zawierają się w kulinariach. Seans w kinie, proszę bardzo, film zaczyna się pół godziny po czasie, bo przecież reklamy trzeba wcisnąć. Zmieniasz człowieku taryfę w telefonie, miała być obniżka, okazuje się, że płacić trzeba więcej, bo pohamowania w gadaniu nie miałeś.

 

Albo spójrzmy: rodzi się dziecko, świetlana przyszłość przed nim, ojciec z matką szczęśliwi, ale przychodzi dzień, młodzian rozwija skrzydła i niknie na horyzoncie, swoje własne życie odpala, tyle go widzieliście, nawet słuchać nie chce dobrej rady. Albo auto: kupione z krwawicy z roku na rok traci beznadziejnie na wartości; to, czym się wczoraj mogliśmy poszczycić, dziś staje się powszednie, a jutro zyskuje nazwę anachronizmu.

 

Teoria mówi, by się nie przyzwyczajać, żeby przyjąć jak najbardziej szlachetną i stylową postawę stoika, którego świat nie omami reklamą i czczą obietnicą. Tyle, że tak się nie da. Pełni temperamentu jesteśmy w każdej kulturze, targani sprzecznościami, uczący się na własnych błędach, rozkwitający przy radościach i satysfakcjach, a szarzejący przy porażkach.

 

Nie ma czegoś takiego jak posiłek za 6 euro z obsługą „jak z Hiltona”. Choć oczywiście życzę Państwu, by akurat w lutym, akurat na św. Walentego, udało się nam wszystkim połączyć wodę z ogniem. Że niemożliwe, że nie warto się łudzić? Bądźmy realistami, domagajmy się rzeczy niemożliwych!

Polecamy

Facebook zdążył nas już przyzwyczaić do licznych kontrowersji towarzyszącym kwestii ochrony danych osobowych użytkowników i prawa własności zgromadzonych materiałów.

Sezon urlopowy zmierza ,ku końcowi. Podczas, cieszących się wielkim sukcesem, letnich wakacji nie wszystkim jednak udało się wyjechać na wypoczynek. Przyczyny tego były różne.

Już od bardzo dawna zawodowy piłkarz jest kojarzony z typem „imprezowicza”, lubi poszaleć, wypić co nieco po meczu, a czasami nawet i przed.

 

Kiedy niecały rok temu w belgijskim sklepie IKEA zorganizowano klientom zabawę w chowanego, nikt nie spodziewał się, że pomysł ten „chwyci” i opanuje całą Europę. Niestety – władze szwedzkiego giganta, czyli IKEI, nie są konsekwentne.

Kolejny rok zbliża nam się ku końcowi, zatem wypadałoby go godnie uczcić. Pozostaje tylko problem, jak się bawić, by potem rano nie wyglądać gorzej od pustych butelek i puszek pozostawionych na stole.

31 maja Amatorski Teatr dla dzieci „Złoty Jeż” zakończył sezon bajką pt. „Dwa liski”. Spektakl odbył się w Domu Polskim.

Sierpień. Połowa wakacji już za nami… Część rodaków dopiero wyjechała na urlop, ale sporo z nich już wróciło do Belgii.

Mam przyjemność rozmawiać z panem Andrzejem Szorcem, kapitanem polonijnej drużyny Darta.

Tegoroczne wakacje nie kosztowały nas zbyt wiele. Cały miesiąc mieszkaliśmy w domu moich rodziców, którzy zadbali też o nasze wyżywienie i zapasy na wyjazd do Belgii.

 

Nie od dziś wiadomo, że Słowianie należą do jednych z najstarszych kultur zamieszkujących ziemię. Nic dziwnego, że wraz z naszą (raczej niechcianą) emigracją, słowiańska kultura, sztuka, historia dokonuje ekspansji na Europę Zachodnią.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Bal Gimnazjalistów
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Ani Mru Mru
  • Miss Fitness
  • Mini galeria 04
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Krakus
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Budki Suflera
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Dzień Dziecka 2012
  • Mini galeria 03

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices