Dziś jest , imieniny obchodzą:

Wymarzony awans

Po ostatnich dramatycznych przeżyciach w biurze, które przypłaciłam zdrowiem i tygodniowym zwolnieniem z pracy, nie miałam najmniejszej ochoty wracać na stare śmieci. Nie było jednak innego wyjścia, jak zacisnąć zęby i podjąć na nowo pracę z nadzieją, że moja koleżanka biurowa zacznie w końcu zachowywać się normalnie po tym, jak doprowadziła mnie swoimi rozkazami do omdlenia w zakurzonej i zapajęczonej piwnicy. 

 

Szłam więc w poniedziałek rano do firmy w bardzo bojowym nastroju, gotowa stawić czoła Żabim Oczom, jej ciążowej zmianie nastrojów i nieustannym fochom. Postanowiłam też nie dawać się więcej zapędzić do podziemnych archiwów, gdzie z powodu uczulenia na kurz i roztocze groziło mi uduszenie się bądź – co najmniej – kolejne omdlenie. Ku mojemu zdziwieniu, drzwi były jeszcze zamknięte, a w środku ani żywego ducha. Zadzwoniłam do Violi Chudej jak Deska dowiedzieć się, co się stało i… o mało nie padłam z wrażenia. Okazało się, że Żabie Oczy są na zwolnieniu i chyba przed porodem już się w pracy nie pojawią. Dzięki temu, kochanka szefa zniknęła z pola widzenia szefowej, co ponoć poprawiło nieco jej humor mimo widma rozwodu i podziału firmy. Viola wyszeptała mi też w sekrecie, że to ja obejmę teraz kierownictwo naszego małego oddziału i w dodatku dostanę stażystkę do pomocy. Zamurowało mnie i nie wiedziałam, co jej na to odpowiedzieć, bo to kolejna bomba od czasu mojego powrotu do biura po urlopie macierzyńskim. W dodatku, w tym momencie zauważyłam naszego szefa wysiadającego z auta z naręczem badyli i machającego do mnie przyjaźnie z drugiej strony ulicy. Powiedziałam Violi, że później do niej zadzwonię i czekałam, aż właściciel firmy przedostanie się przez sznur samochodów. Gdy weszliśmy do biura, szef wręczył mi uroczyście kwiaty i przeprosił za incydent w piwnicy. Powiedział, że koleżanka biurowa nadużyła swojej władzy i popełniła poważny błąd, przez który ucierpiałam na zdrowiu. W ramach rekompensaty otrzymałam jednak nie tylko bukiet, ale też awans na kierowniczkę biura oraz niewielką podwyżkę. Byłam w siódmym niebie… Cieszyłam się jednak nie tylko ze wszystkich prezentów, ale głównie z tego, że nie będę już musiała znosić Żabich Oczu, świergotu jej piskliwego i landrynkowatego głosiku oraz stuku krwistoczerwonych tipsów po klawiaturze. W dodatku, od następnego tygodnia miałam mieć własną podwładną, bo szef przyjął na staż jakąś nową osobę. Nie wiedziałam, jak dziękować za takie niespodzianki mojemu bossowi i dobremu losowi. Zamiast szukania nowej pracy, mogłam zostać w swoim biurze, a wkurzająca mnie koleżanka w końcu zniknęła, co wszystkim znacznie poprawiło humor.

 

Gdy tylko szef poszedł, zabrałam się do pracy, bo zaległości było co niemiara, a rąk do roboty na razie tylko jedna para. W trakcie przerwy obiadowej schrupałam w biegu kanapkę i zagryzłam bananem, po czym przeniosłam swoje rzeczy na wielkie biurko Żabich Oczu, ustawione przy oknie i pięknej dużej palmie. Swój mini stoliczek w kącie przy drzwiach zostawiłam stażystce. Popołudnie spędziłam na porządkowaniu spraw firmy, odpisywaniu na zaległe maile, regulowaniu opłat i wszystkich innych rzeczach, których nie zrobiła moja koleżanka, zbytnio zajęta romansami i plotkami. Musiałam też opróżnić jej biurko, a to było nie lada zadanie … Potrzebowałam aż czterech pudeł po papierze do drukarki, aby pomieścić wszystkie bety przywleczone przez Żabie Oczy do biura. I tak znalazłam między innymi: osiem lakierów do paznokci w różnych odcieniach, cztery szminki, dwie palety cieni do brwi, waciki, lokówkę, paczkę podpasek, dwa wyschnięte na kość tusze do rzęs, czerwono krwisty komplet koronkowej bielizny, wdzianko tygrysie w wersji letniej, pudełeczko różu i pudru wraz z pędzelkami, czerwone czółenka na wyjątkowo cienkim i super wysokim obcasie (pewnie w komplecie z sexy bielizną…), dwa testy ciążowe i trzy pudełka czekoladek dawno już po dacie przydatności do spożycia. W biurku koleżanki znajdowało się też pełno prywatnej korespondencji (której nie czytałam, tylko rzuciłam okiem czy nie dotyczy przypadkiem spraw zawodowych) oraz albumy ze zdjęciami. Wiedziona niezdrową ciekawością otworzyłam pierwszy z brzegu i … własnym oczom nie mogłam uwierzyć! 

 

To były zdjęcia Żabich Oczu na golasa! I to nie byle jakie, ale artystyczne fotografie, jakie wykonuje się podczas profesjonalnych sesji zdjęciowych. W pozostałych albumach, które tylko uchyliłam, darując sobie widok gołej koleżanki w wyzywających pozach, było to samo… Nie spodziewałam się, że ta fałszywa blondynka tak sobie wypełniała czas wolny, ale z drugiej strony to nie była moja sprawa. Wrzuciłam albumy razem z innymi jej rzeczami do pudeł i po zaklejeniu taśmą odstawiłam w kąt. Pomyślałam, że wystarczy atrakcji jak na jeden dzień i zabrałam się za szorowanie biurka, krzesła i klawiatury komputera brudnych i wyklejonych jakąś lepką mazią.

 

Ani się spostrzegłam, jak wybiła piąta i musiałam rzucić wszystko, żeby zwolnić nianię i zająć się Pawełkiem. Wieczorem byłam tak zmęczona, że zaraz po wykąpaniu synka, nakarmieniu go i uśpieniu, sama położyłam się do łóżka. Nie byłam nawet w stanie przełknąć kęsa kanapki, które Jacek przygotował widząc, że dosłownie padam ze zmęczenia. A co dopiero mówić o szykowaniu przeze mnie ciepłej kolacji, jak to miałam zawsze w zwyczaju, żeby mój ukochany spokojnie się najadł za cały dzień, kiedy to napycha się w biegu na budowanie gotowymi kanapkami… Wypiłam tylko dwa kubki soku z czarnej porzeczki (gdzieś wyczytałam, że to najzdrowszy z nektarów, dodaje sił i oczyszcza organizm), po czym zaczęłam chorobliwie ziewać. Usnęłam natychmiast błogim i spokojnym snem, nieświadoma jeszcze tego, co czekało mnie w ciągu całego tygodnia… 

 

Okazało się bowiem, że Żabie Oczy zajmowały się prawie wyłącznie romansem z szefem (o wcześniejszych nawet nie wspominając…) i nie bardzo przejmowały się pracą. Zaległości, które codziennie odkrywałam, zaczęły mrozić mi krew w żyłach, bo wydawało się, że nigdy się nie skończą sprawy niezałatwione przez moją byłą koleżankę biurową. Przez cały tydzień nawet nie miałam czasu na porządny obiad. Utonęłam wręcz w papierkach, fakturkach, rachunkach i wielu innych zaległych zadaniach biurowych. Wieczorem padałam wręcz ze zmęczenia i spałam tak mocno, że nie słyszałam kwilenia Pawełka, co jeszcze nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło. Nie słyszałam nawet budzika dzwoniącego jak co dzień o siódmej rano, a wstanie z łóżka było dla mnie prawdziwą męką. Gdy stanęłam na wadze w sobotę rano, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Ubyło mi 2,5 kg za te kilka dni intensywnej pracy. Nie udało mi się wszystkiego skończyć, ale większość najpilniejszych spraw pozałatwiałam. Zdałam sobie jednak sprawę, jak ciężko jest kierować biurem, być odpowiedzialną za wiele rzeczy, pamiętać o tym, co ważne, co jeszcze jest do załatwienia i tak w nieskończoność. Zaczęłam się zastanawiać, czy potrzebny mi był ten awans, o którym od tak dawna marzyłam. Przekonałam się bowiem, że bycie odpowiedzialną za coś, to nie tylko dużo pracy, ale też i nieustanny stres. Poza odrobinę wyższą pensją i straconymi kilogramami, zyskuje się jedynie zmęczenie i ciężki sen. Całe szczęście, że obiecano mi stażystkę, bo sama chyba bym nie dała rady na dłuższą metę prowadzić naszego biura. W szybkim tempie wyciągnęłabym kopyta, a Pawełek straciłby mamę… A może ja się po prostu nie nadaję na kierowniczkę? A może to długie miesiące spędzone w domu z dzieciakiem całkiem mnie wybiły z rytmu pracy? Postanowiłam nie myśleć już więcej o pracy i spędzić spokojny weekend w gronie rodzinnym. Dwa dni wolnego z pewnością dobrze mi zrobią, a potem zobaczę, co przyniesie mi nowy tydzień. Czy znów będą jakieś niespodzianki, niezwykłe odkrycia bądź też inne, nieoczekiwane zwroty akcji, jak to w życiu ma często miejsce...

Anna Karska

 

Polecamy

Większość z Was ma obraz deszczowej i pochmurnej Belgii, i jest to ocena podobna do mojej. Jednak pamiętajmy, że mamy tutaj także piękną, malowniczą mgłę i właśnie na takie plenery chcę Was dzisiaj zaprosić.

 

Wywiad z Panem mgr. inż. Arkadiuszem Sulkowskim, Górnikiem z Jastrzębskich Spółek Węglowych.

 

Chociaż markowy smartfon jest dla niektórych ludzi symbolem statusu, to jednak istnieje również spora grupa ludzi, którzy nie kupują najmodniejszego smartfona, aby zwrócić na siebie uwagę.

Jedna ze światowych teorii spiskowych mówi, że tego kolesia z białą brodą, w czerwonym kubraku, co to niby lata z reniferami i dzieciom przynosi prezenty na Boże Narodzenie wymyślili… 100 lat temu spece od reklamy w Coca Coli.

„Wzdłuż kolii
diament za diamentem,
toczy się kurant migotów.
Zła to magia,
tęczowa, lecz chciwa”.
(Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
–„O brylantach”)

 

Na mszy świętej w kościele Notre Dame de la Chapelle w Brukseli, 19 marca 2017 r. o godzinie 11:00, odbyła się uroczystość poświęcenia Sztandaru Szkolnego Punktu Konsultacyjnego im. Joachima Lelewela przy Ambasadzie RP w Brukseli.

Manneken Pis, wykonana z brązu atrakcja Brukseli i jeden z symboli tego miasta, dostał się ostatnio pod lupę lustratorów, naukowców i detektywów. Nie wiadomo wprawdzie, kto rzucił hasło i kto rozpoczął śledztwo; kto za tym stoi i jakim siłom służy, ale...

Mieszkam w Belgii od ćwierćwiecza, zaś większość moich bliskich opuściła Polskę jeszcze przede mną. Nie należy więc się dziwić, iż każda z niestety nieczęstych oraz niedługich eskapad do kraju, jest dla mnie swoistym odkryciem.

 

29 listopada w pięknym budynku Komisji Europejskiej przy Av. Beaulieu 5 na Auderghem odbył się już po raz kolejny świąteczny kiermasz organizowany przez charytatywne stowarzyszenie Femmes d’Europe.

 

8-ego września przypada Międzynarodowy Dzień Alfabetyzacji, obchodzony co roku przez państwa ONZ w ramach programów walki z analfabetyzmem.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Krakus
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Gimnazjalistów
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Koncert Budki Suflera
  • Mini galeria 04
  • Ani Mru Mru
  • Mini galeria 03

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices