Dziś jest , imieniny obchodzą:

Nie tylko wakacyjna miłość

Wiele osób kojarzy lato z wakacyjną, przelotną miłością lub krótkim romansem, ale tak naprawdę miłość przychodzi o różnych porach roku, a strzała Amora dopada zarówno nastolatków, ludzi w kwiecie wieku, jak i tych stojących u progu jesieni życia.

 

Świat się zmienia i ludzie nie chcą pozostawać w relacjach niespełniających ich oczekiwań, a z drugiej strony nie chcą być sami. Szukają więc właściwego partnera na dobre i na złe, a pomocne okazują się w tym współczesne media, portale randkowe i najróżniejsze strony internetowe. A oto trzy scenariusze napisane przez życie, czasem z happy endem, a czasem – nie.

 

Tykający zegar biologiczny 

Moja przyjaciółka skończyła już 30-tkę, miała dobrą pracę, zdążyła już pozwiedzać trochę świata, kupiła 2-pokojowe mieszkanie, ale do szczęścia wciąż jej brakowało tego jedynego. Jako że była i jest otwartą osobą, spotykała się z wieloma ludźmi, jednak nie mogła trafić na właściwego mężczyznę, czy to z racji zbyt wygórowanych wymagań, czy też dlatego, że tak jej było pisane… Wprawdzie umawiała się na randki, gdyż szerokie grono znajomych co chwilę przedstawiało jej potencjalnych kandydatów, ale po dwóch-trzech spotkaniach wiedziała, że to nie jest to, czego szuka. Pewnego dnia postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i zalogowała się na jakiś portal randkowy. Nazwy, szczerze powiem, nie pamiętam. Fakt jest faktem, iż niebawem zaczęła się spotykać z przyjeżdzającym do niej ze stolicy mężczyzną. Znajomość trwała rok i jak się nietrudno domyśleć, nastąpiły oświadczyny. Z jednej strony ogarnęła ją radość, a z drugiej – pewna obawa w związku z czekającymi ją wielkimi zmianami w życiu: rezygnacja z pracy i przeprowadzka do Warszawy, poszukiwanie nowego zatrudnienia i znalezienie znajomych. Ale jak mówi porzekadło: „Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana”. I rzeczywiście było warto! Znalazła pracę w swoim zawodzie, wyszła za mąż, urodziła dwoje wspaniałych dzieci i żyją sobie szczęśliwe. Cieszy się, że postawiła wszystko na jedną kartę, gdyż jak sama mówi, jeśli nie podjęłaby tej decyzji, pewnie byłaby samotną, zgorzkniałą, starzejącą się panną z coraz większymi dziwactwami…

 

Odmieniony los… u fryzjera 

Nie od dziś wiadomo, że nic tak kobiecie nie poprawia nastroju jak zakupy, wizyta u fryzjera i kosmetyczki. I właśnie wizyta u fryzjera odmieniła los innej mojej przyjaciółki. Rozwiodła się po 13 latach małżeństwa, a rozwód okazał się traumatycznym przeżyciem. Była cieniem człowieka, a musiała się zająć małym dzieckiem i spłatą ex-męża, co było wynikiem podziału majątku. Ale paradoksalnie to właśnie rozwód odmienił jej życie i pozwolił się nim cieszyć na nowo. Postanowiła się uczyć języków obcych, nie wiedząc jeszcze, że to będzie jej okno na świat. Pewnego razu wybrała się do fryzjera, a że zabieg balejażu na gęstych włosach trwa naprawdę długo, czas uprzyjemniała sobie czytaniem licznych „babskich” gazet. I tak natrafiła na jakiś artykuł o Polkach, które wyszły za mąż za obcokrajowców poznanych przez portal www.wlasnieon.pl. Potem zajęła się włosami i zupełnie zapomniała o przeczytanym tekście. Kilka miesięcy później, wieczorem, nie wiedzieć czemu, przypomniała sobie nazwę portalu i postanowiła mu się dokładniej przyjrzeć. Zalogowała się, nie umieszczając zdjęcia, bo nie chciała, aby ją oceniano tylko i wyłącznie przez pryzmat wyglądu. Zaczęła rozmawiać z wytypowanymi przez siebie mężczyznami, szlifując tym samym znajomość języków obcych. Tak upłynęły trzy lata. Aż wreszcie poznała kogoś, kto myślał tak jak ona, miał podobne zainteresowania, też był „po przejściach”, w Polsce był częstym gościem, miał sporo polskich znajomych i znał dobrze mentalność naszych rodaków. Po kilku miesiącach pisania i rozmów przez Skype spotkali się „w realu”. Od początku przypadli sobie do gustu. Zaczęli się regularnie odwiedzać, choć odległość 1300 km znacznie utrudniała częstotliwość randek. Ale dla zakochanych nie ma rzeczy niemożliwych… Po dwóch latach zdecydowali się na radykalny krok. Moja przyjaciółka wyjechała za granicę do ukochanego. Choć na początku nie było łatwo, nauczyła się kolejnego języka, znalazła pracę i właśnie planują ślub po pięciu latach znajomości.

 

Miłość przez ekran komputera

Kolejna bohaterka mojej opowieści miała znacznie mniej szczęścia. Poznałam ją na kursie językowym. Ta śliczna, młoda dziewczyna o słowiańskiej urodzie przykuwała uwagę. W czasie przerw po pewnym czasie zwierzyła się, że swojego męża, zresztą starszego od niej o 16 lat, poznała przez Internet. Niby nic dziwnego w dzisiejszych czasach. Ale zdziwiło mnie to, że przed przyjazdem do Belgii i podjęciem szybkiej decyzji o ślubie nigdy nie spotkali się na żywo. Ot, niby taka miłość przez ekran komputera. Tylko czy naprawdę można w ten sposób poznać drugą osobę? Dziewczyna pochodziła z Rosji, która nie roztaczała przed nią wielkich perspektyw, mimo że ukończyła tamtejszą Akademię Sztuk Pięknych. Pewnie na początku wydawało jej się, że belgijski mąż jest jak złapanie Pana Boga za nogi. Wzięli błyskawiczny ślub i wtedy okazało się, że jej nowo poślubiony małżonek zapragnął mieć żonę, aby… poszła do pracy i pomogła mu spłacać duży kredyt zaciągnięty na zakup domu. Ale ze słabą znajomością języka i artystycznym wykształceniem niełatwo znaleźć zatrudnienie. Zaczęły się nieporozumienia i problemy, a młoda dziewczyna poczuła się jak w studni: ani wyskoczyć, ani się utopić. Szczerze powiem, że nie wiem, jak zakończyła się jej historia, choć słyszałam, że inne uczestniczki kursu radziły jej, aby poszukała właściwego partnera, bo – jak śpiewała Anna Jantar – „najtrudniejszy pierwszy krok”.

 

Gdzie w Brukseli poznać towarzysza życia?

Osoby, które władają językami obcymi, mogą się zalogować na www.internations.org i chodzić na regularnie organizowane co 2 tygodnie spotkania dla expatów, czyli obcokrajowców (głównie pracujących w instytucjach europejskich). Spotkania odbywają się zazwyczaj we środy w ekskluzywnych barach najlepszych brukselskich hoteli, które specjalnie na te okazje są wynajmowane przez organizatorów. Wejściówka kosztuje 10€, a uczestników obowiązuje elegancki strój, więc ci, którzy są wolni, mogą spróbować znaleźć swoje szczęście, bo ten, kto nie próbuje, nic nie zmieni.

Polecamy

Kiedy piszę ten artykuł, za oknem leje deszcz, temperatura sięga zaledwie 16 stopni Celsiusza, zatem wszystko wskazuje na to, że lato już minęło. Mam jednak nadzieję, że kiedy będziecie czytać niniejszy tekst, to pogoda będzie znacznie przyjemniejsza, słoneczna i ciepła, a przyroda zapełni się ciepłymi kolorami. Będzie to świadczyło o tym, iż nadeszła jesień, czas, kiedy zieleń ustępuje miejsca żywym, żółtym i czerwonym kolorom.

Z dniem 1 stycznia 2016 roku w wielu dziedzinach życia zaczęły obowiązywać w Belgii nowe zasady i przepisy prawne.

Zbliżający się wielkimi krokami karnawał w Belgii to świetna okazja do wspomnień sprzed trzech lat. Każdy, kto mieszka w kraju króla Filipa i królowej Matyldy zapewne słyszał, a może i brał udział w tego typu zabawach, których nieodłącznym elementem są różnorakie stroje i przebrania, często mieniące się złotem i ozdobione piórami. Wprawdzie nie mogą się one równać z pięknem weneckich kostiumów czy tych z Rio de Janeiro, ale i tak gwarantują świetną zabawę.

Wiatr we włosach, rumień na polikach, czas jakby stojący w miejscu, niemający znaczenia dla dziejącej się przygody. Stan flow, mówiąc psychologicznym językiem, albo stan beztroski, typowy dla dzieci. Kiedy czułeś go ostatni raz?

Oktoberfest! Któż o nim nie słyszał… Wszak to najsłynniejsze na świecie Święto Piwa organizowane w Monachium z tradycją sięgającą 1810 r. I tu nasuwa się pytanie: jak narodził się Oktoberfest.

Dzień Kobiet od lat dzieli społeczeństwo na zwolenników i przeciwników. Podział dotyczy celebrowania tego wciąż kontrowersyjnego święta. Żeby choć trochę przybliżyć fenomen 8 marca, poprosiłam o wypowiedź ludzi dobrze nam znanych z mediów.

Kiedy niecały rok temu w belgijskim sklepie IKEA zorganizowano klientom zabawę w chowanego, nikt nie spodziewał się, że pomysł ten „chwyci” i opanuje całą Europę. Niestety – władze szwedzkiego giganta, czyli IKEI, nie są konsekwentne.

Jednym z symboli Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej powinien być... świniak. I jeśli nie jest, to chyba wyłącznie dlatego, że o ile PRL-u się raczej powszechnie wstydzimy, to jednak chyba nie zdołaliśmy się jeszcze z niego (z Peerelu, a nie ze świniaka) porządnie otrząsnąć.

Wywiad z prywatnym detektywem Sébastienem Bakun

 

W numerze listopadowym pisałam o możliwości darmowego upgrade’u systemów Windows 7 i 8 do Windows 10. Osoby, które jeszcze tego nie zrobiły mogą się zastanawiać, co nowego oferuje nam najnowszy system Microsoftu.

 

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Dzień Dziecka 2012
  • Mini galeria 03
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Koncert Budki Suflera
  • Miss Fitness
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Gimnazjalistów
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 04
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Krakus
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Ani Mru Mru

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices